Noworoczne podsumowania
W obliczu nadchodzącego nowego roku dobrze czasem zrobić małe podsumowanie. Żeby nie zapomnieć, jaki był ten odchodzący. W naszym przypadku – na pewno ciekawy:
W obliczu nadchodzącego nowego roku dobrze czasem zrobić małe podsumowanie. Żeby nie zapomnieć, jaki był ten odchodzący. W naszym przypadku – na pewno ciekawy:
Spędzone, jak należy — w rodzinnym gronie. Co prawda bezśniegowe, ale za to… aż cztery dni leniuchowania…
Święta mają to do siebie, że łagodnieją nawet najwięksi socjopaci – w tym szanowny Małżonek. Nawet odzywał się częściej niż zwykle. W dodatku budując dłuższe zdania
Poza tym fajnie było znowu poczuć się, choć na chwilę, dzieckiem. Powyciągać prezenty spod choinki. Podzielić się opłatkiem. Pobyć ze sobą i porozmawiać. Dla zachowania tradycji zjeść nawet tego nieszczęsnego karpia… I ograć rodzinkę w Osadników z Catanu!
Po 13 koszmarnych godzinach lotu, ostrych turbulencjach i zatruciu sztucznym jedzeniem wylądowaliśmy. Stany – odsłona trzecia. Tym razem wyjazd trochę dłuższy, bo pożyteczne, czyli praca (targi SSW) połączone z przyjemnym, czyli zwiedzaniem. Prawdziwy road trip przez winnice Napa Valley, park Yosemitee i Dolinę Śmierci — aż do samego serca rozpusty i hazardu

Udało mi się w końcu doprosić moją dobrą żonę o oddanie, zbieranych przez całe lato, filmów do wywołania. Efekty poniżej i tradycyjnie na flickr. Muszę przyznać, że oddając łącznie 96 zdjęć do wywołania spodziewałem się lepszych efektów… po raz kolejny fotografia analogowa pokazała mi “gdzie jest moje miejsce”
Jednak pomimo tych średnio zadowalających efektów, wykorzystam to zdarzenie jako okazję do krótkiego przedstawienia aparatów, którymi miałem przyjemność się “bawić” – serdeczne dzięki dla mojego teścia i dziadka Basi
Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią wpisu…
No i stało się – po pięciu latach odkąd nasza noga postała w tym mieszkaniu po raz pierwszy i dwóch dłuuugich latach samodzielnego gospodarowania nastała owa wiekopomna chwila i… zrobiliśmy imprezę.
Od wakacji minęły już prawie dwa miesiące, a my dalej nie możemy się jakoś zabrać za pisanie. Ale mimo wszystko, żeby nam samym został jakiś ślad po tegorocznym lecie, postanowiliśmy podsumować wszystko, co się u nas działo.
Rozleniwieni dwutygodniowym wypoczynkiem, mieliśmy poważny problem mobilizacyjny, aby w końcu zebrać się i napisać podsumowanie naszego tegorocznego wypoczynku. W końcu trzy tygodnie po powrocie do codziennych obowiązków udało nam się zmobilizować — i w końcu opublikować ten wpis.
Uprzedzam wszystkich, że przez kolejne kilkanaście tysięcy znaków będziemy się rozwodzić nad tym, jak było rewelacyjnie i jak bardzo nam się podobało na słonecznej (i wietrznej) wyspie króla Minosa – dlatego wszyscy, których to nie interesuje — nie muszą męczyć się czytaniem całego wpisu…
Ostatnio tak dużo się dzieje, że nie nadążam pozbierać myśli – a co tu dopiero mówić o pisaniu czegokolwiek. Ale od początku… Czytaj dalej…
W poprzednim tygodniu odbył się długo planowany wypad na ryby. Przez cały dzień udało “nam” złowić tylko jedno “rybkę”, jednak poniższa fotka chyba jasno daje do zrozumienia, że warto było czekać
Po krótkiej sesji fotograficznej amur trafił do Wisły,wytłumaczono mi to następującym cytatem:
“My jeździmy na ryby, a nie po ryby” – myślę, że ryby nie mają nic przeciwko takiemu podejściu
Podsumowując – rewelacyjna sobota – jeszcze raz serdeczne dzięki dla braci Sikorskich, organizatorów tej imprezy.