Tak to już jest, że zwyczajowo w ostatni dzień roku należy bezlitośnie rozliczyc się z dwunastomiesięcznych dokonań, podliczyc uczciwie sukcesy i porażki (tylko przyznawac się do wszystkich!), a w razie przewagi tych ostatnich - solennie obiecac poprawę. Nadeszła owa wiekopomna chwila, podczas której i ja, jako przykładna obywatelka, dokonam publicznej spowiedzi, nie przemilczając (prawie) niczego
…
Nie no, nie byliśmy w Finlandii
- tak nazwane zostały ostatnie krakowskie (ludzi zrzeszonych wokół asg.krakow.pl) rozgrywki ASG w kończącym się roku. 2500 kulek wystrzelonych, odmrożone paluchy, połamane okulary, rozcięta warga i przemoczone buty, mówiąc krótko … słodko :-]
No i znowu do pracy…
Tegoroczne święta zgodnie z wolą Basi spędziliśmy jeszcze osobno. Basia w Krakowie wraz ze swoimi rodzicami i dziadkami, ja w podobnym gronie tyle że w Wodzisławiu. Święta jak to święta - niespodziewanie się zaczynają i równie niespodziewanie kończą, a powrót do pracy po kilku dniach wypoczynku jest naprawdę nieprzyjemny
Teraz jeszcze krótki dylemat pt. “co z sylwestrem” i już będzie można powrócić do normalnego rozkładu zajęć …
Zmiany, zmiany…
Muszę się do czegoś przyznac. A że nie działa mi literka “ci” to będzie wyznanie “bez ogonków” nad c
Otóż w moim rozkładzie dnia nastąpiły w ostatnim czasie bardzo poważne zmiany. Jakie? Hmm… Basia poszła do pracy :O . Skończyło się lenistwo (o nie…)… Ale są też plusy.
Dostałam swoje biureczko i komputerek z malutką, wkurzającą myszką i teraz jak prawdziwy yuppie zasuwam codziennie na 9 do biura. Wymieszana z tłumem “krawaciarzy” wysypuję się z przepełnionego busu linii 173 i pędzę do firmy, gdzie już czekają na mnie… zimne kaloryfery
, świecący na niebiesko czajnik i brak internetu. Następnie, wspomagana przez hektolitry kawy, jako tak zwany “edytor” (brzmi dumnie
) przez osiem godzin zapoznaję się z różnymi arcyistotnymi (czytaj: cudacznymi) publikacjami i skrobię coś w Wordzie (który, na marginesie, doprowadza mnie na skraj wyczerpania nerwowego). Czyli robię to, co lubię. I jeszcze mi za to płacą. Fajnie jest miec pracę!
Eeee tam zwykłe “piecyki”…
Tak właśnie wczoraj na wskutek bardzo nieprzewidzianego i bardzo miłego wydarzenia zostaliśmy posiadaczami konsoli XBOX360. W życiu nie miałem konsoli, do których miałem delikatnie mówiąc raczej “chłodny” stosunek, jednak po kilku godzinnej sesji z HALO3 i kilkudziesięciu minutach gry w PES2008 (swoją drogą Basia mnie ograła :-O) powiem krótko - granie na PC Ssie
Przesadzam - nie jest aż tak “supcio” - kontakt z X’em to naprawdę super przeżycie, jednak IMHO sama konsola i wszystkie dramatycznie (przy obecnej wartości złotówki) drogie gry nie są warte tej góry pieniędzy jakie trzeba na nie wydać. Granie na PC (nawet w legalnym tego słowa znaczeniu) jest jednak dużo tańsze. W naszym przypadku należy jednak zastosować się do powiedzenia - “darowanemu koniowi nie patrzy się w pysk ;-)”…
Wracam przed TV - pomyśleć, że miałem mocne postanowienie, aby przez święta odpocząć od kompa/TV i przeczytać coś mądrego…
Jeszcze raz dzięki wszystkim za życzenia urodzinowe, szczególnie tym do których to mi zdarza się czasem zapomnieć zadzwonić, obiecuję że w tym roku taka sytuacja nie będzie miała już miejsca ![]()
Read More
Praca, praca, praca…
Bajka o powrocie Mordulca…
Po blisko trzytygodniowej przerwie w jazdach nareszcie znalazłam wolną chwilę na ulubione zajęcie i wybrałam się na koniki. Moją radość potęgował fakt, że miałam dosiąść nową bestię w stajni - Węzła. Skądinąd dobrze mi znanego… Aż za dobrze… Ten blond przystojniak z bujną grzywą już nieraz zalazł mi za skórę (miejmy nadzieję, że z wzajemnością
), kładąc się w lodowatej wodzie (oczywiście ze mną na plecach) w samym środku zimy, usiłując wysadzić mnie na ziemię (zwykle w pełnym galopie), czy też psując mi obojczyk podczas skakania. Ale już tak chyba mam, że pociągają mnie złośliwce (hmmm…
), w związku z tym im bardziej zwierzak bryka, tym większe moje przywiązanie… Nie ukrywam więc, że tego właśnie konika bardzo lubię.
Złoto Dezerterów
No i kolejny tydzień za nami … W środę po długiej przerwie nawiedziłem prokocimski fort, w piątek najpierw wizyta na hali, a potem wraz z Basią i moimi znajomymi z pracy wypad na piątkowe piwko. Wczoraj Basia była na konikach ja po raz drugi odwiedziłem świetny teren Pawła w Antolce na którym od czasu do czasu odbywają się walki ASG (pod patronatem asg.krakow.pl).
Przedwczoraj andrzejkowa impreza organizowana przez NZS AGH w PRL-u, która zakończyłem w bardzo wesołym humorze, wczoraj poprawiny na corocznej imprezie urodzinowej bliźniaków - krótko mówiąc impreza za imprezą. Jeśli pogoda się choć troszkę poprawi jutro powrót do przerwanej Irlandią i imprezami rodzinnymi tradycyjnej niedzieli: Basia - koniki, Ja - ASG. Dobrze, że już pojutrze poniedziałek, będzie można trochę odpocząć







