Muszę się do czegoś przyznac. A że nie działa mi literka „ci” to będzie wyznanie „bez ogonków” nad c ;) Otóż w moim rozkładzie dnia nastąpiły w ostatnim czasie bardzo poważne zmiany. Jakie? Hmm… Basia poszła do pracy :O . Skończyło się lenistwo (o nie…)… Ale są też plusy.

Dostałam swoje biureczko i komputerek z malutką, wkurzającą myszką i teraz jak prawdziwy yuppie zasuwam codziennie na 9 do biura. Wymieszana z tłumem „krawaciarzy” wysypuję się z przepełnionego busu linii 173 i pędzę do firmy, gdzie już czekają na mnie… zimne kaloryfery :P , świecący na niebiesko czajnik i brak internetu. Następnie, wspomagana przez hektolitry kawy, jako tak zwany „edytor” (brzmi dumnie :D ) przez osiem godzin zapoznaję się z różnymi arcyistotnymi (czytaj: cudacznymi) publikacjami i skrobię coś w Wordzie (który, na marginesie, doprowadza mnie na skraj wyczerpania nerwowego). Czyli robię to, co lubię. I jeszcze mi za to płacą. Fajnie jest miec pracę! :D