W tym tygodniu udałem się do Wodzisławia na “małe zakupy”, które udały się wyśmienicie, gdyby tylko nie brutalne zderzenie z polską biurokracją :/
W piątek pierwszy i ostatni dzień w pracy w tym tygodniu, który upłynął mi pod znakiem próby wybrnięcia z olbrzymiego stosu “TODO”, który zdążył powstać pod moją nieobecność… Na szczęście piątki mają to do siebie, że wszyscy nie myślą już o niczym inny jak tylko o sobocie, więc też zdecydowanie luźniej podchodzą do rozliczania zleconych zadań
Wieczorem jak co piątek, w ramach walki z “bandziochem”, pobiegałem trochę za piłką. I tak zakończył się ten jakże emocjonujący tydzień …
W najbliższy czasie sesja, a dokładnie sesyjka, w skład której w moim i z tego co mi wiadomo Basi, przypadku wchodzi 1 egzamin, którego zdanie nie powinno stanowić wielkiego problemu. Z resztą nawet jeśli - wątpię żeby ktoś chciał nas jeszcze jakoś specjalnie krzywdzić na V-tym roku… Tak więc, w najlepszym przypadku za kilkanaście dni będziemy na etapie wykształcenia poprzedniego prezydenta, a do otrzymania dyplomu będzie dzieliła nas już tylko obrona. Ja dalej nie mogę nadziwić się, jak szybko minęło te 5 lat
Jako ciekawostkę dodam, że Basia została wysłana z pracy na kurs norweskiego - fajnie, znajomość tego trochę “egzotycznego” jak na naszą lokalizację języka będzie dobrze wyglądała w jej CV, a co lepsze przyda się podczas robienia zakupów w sklepie rybnym








