sierpień
20

Zrobiło się już późno. Do “Dnia Zero” pozostało… nieco ponad dwa tygodnie. Nie powiem żeby mnie to nie niepokoiło. Całe szczęście jak na razie plan przebiega bez większych zakłóceń: goście zaproszeni, sukienka gotowa, garnitur wisi w szafie, obrączki wybrane, cyrograf spreparowany w USC. Pozostaje jednak niezliczona ilość drobiazgów, o których łatwo zapomnieć (a dobrze byłoby mieć wszystko pod kontrolą), co -nie będę ukrywać - bywa źródłem stresu. Całe szczęście nie wpadamy w panikę (jeszcze).

Udało nam się nawet wybrać w Pieniny podczas długiego weekendu - postanowiliśmy odwiedzić Szczawnicę oraz zwiedzić okoliczne miasteczka i atrakcje.

2769049680_5362f5c668.jpg  Pomysł niezły, aczkolwiek realizacja wypadła nie do końca tak jak się spodziewaliśmy: po pierwsze, pojawił się problem z noclegiem. To nie do uwierzenia - nawet w najdroższych hotelach nie było wolnego łóżka. Przez chwilę rozważaliśmy nawet wynajęcie komnaty zamkowej w Niedzicy, niestety, okazało się, że bez rezerwacji ani rusz. 2768241135_c70022c4c6.jpg

W rezultacie spędziliśmy upojną noc w naszym przeogromnym Polo. W połowie leżąc, w połowie wisząc (jakoś tak… niełatwo upchnąć się w dwójkę na tylnym siedzeniu). A mogliśmy kupić Passata ;) Drugą niespodzianką była ilość ludzi upchniętych po różnych zakamarkach Szczawnicy. Wystarczy powiedzieć, że było ich… dużo. Co przekładało się oczywiście na długość korków w drodze powrotnej.

Po intensywnym weekendzie dotarliśmy do domu i na nowo wciągnął nas (przynajmniej mnie, bo Szymon niewzruszony jak skała) wir przygotowań. Ech, byle o września…

Something to say?

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.