… dancing, dancing…
wpisane do sport dnia lut.14, 2008
Stało się… po kilku latach powtarzania „kiedyś się zapiszemy”, „kiedyś się nauczymy” zapisaliśmy się na kurs tańca towarzyskiego. Pech chciał, że nie mogliśmy być na pierwszych zajęciach w poniedziałek, więc wczoraj rozpoczęliśmy nasz kurs od drugich zajęć z przerażeniem odkrywając, że z racji na naprawdę sporo tempo nauki mamy już poważne braki
Szybkość przekazywania wiedzy przez instruktora jest naprawdę wysoka, a ja z moją koordynacją ruchową, miałem nie lada problemy, aby jednocześnie zapanować nad nogami, biodrami, plecami, rękami i bezskutecznie próbować wsłuchać się w rytm… Słowem, będzie ciężko
Nasza grupa ma zajęcia dwa razy w tygodniu po 2 godziny, czyli dość sporo. Mało tego, osoba która polecała mi tą akurat szkołę tańca powiedziała wprost – bez ćwiczeń w domu będzie ciężko i z tego co zobaczyłem wczoraj, trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Tak więc nie pozostaje nic innego jak zdobyć jakąś muzykę i wieczorkami ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć…









Luty 14th, 2008 o 10:04
No,z doświadczenia powiem,że ćwiczyć trzeba;)czyli pierwszy występ publiczny 06.09.2008??:)to wbrew pozorom niewiele czasu..