Stało się… po kilku latach powtarzania „kiedyś się zapiszemy”, „kiedyś się nauczymy” zapisaliśmy się na kurs tańca towarzyskiego. Pech chciał, że nie mogliśmy być na pierwszych zajęciach w poniedziałek, więc wczoraj rozpoczęliśmy nasz kurs od drugich zajęć z przerażeniem odkrywając, że z racji na naprawdę sporo tempo nauki mamy już poważne braki ;-) Szybkość przekazywania wiedzy przez instruktora jest naprawdę wysoka, a ja z moją koordynacją ruchową, miałem nie lada problemy, aby jednocześnie zapanować nad nogami, biodrami, plecami, rękami i bezskutecznie próbować wsłuchać się w rytm… Słowem, będzie ciężko ;-)

Nasza grupa ma zajęcia dwa razy w tygodniu po 2 godziny, czyli dość sporo. Mało tego, osoba która polecała mi tą akurat szkołę tańca powiedziała wprost – bez ćwiczeń w domu będzie ciężko i z tego co zobaczyłem wczoraj, trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Tak więc nie pozostaje nic innego jak zdobyć jakąś muzykę i wieczorkami ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć…