Brenna
wpisane do rodzina, sport, wycieczki dnia maj.04, 2009
Co prawda weekend majowy w tym roku nie był znowu taki długi, postanowiliśmy jednak mimo wszystko skorzystać z nadarzającej się okazji do odpoczynku i… odpocząć. Tym razem w zgodzie z naturą i bez wsparcia elektronicznego. Wybraliśmy się do rodziców w Beskidy.
Pogoda dopisała, udało nam się więc przemierzyć kilka z okolicznych górskich szlaków. A konkretnie – z Brennej na Klimczok, przez Błatnią i z powrotem. Niby nic takiego, ale dla nas – zagorzałych miłośników kanapy – te 20 km to nie byle jakie wyzwanie. No cóż… Droga pod górę, jak można się domyślać, do najprzyjemniejszych nie należała (zwłaszcza, że narzuciliśmy sobie ostre tempo, nie chcąc wyjść na mięczaków i ścigając się z trzydziestoosobową grupą profesjonalistów), ale za to widoki – cudne. Co ciekawe, pomimo wiosny w rozkwicie, pod szczytami czekała na nas… śnieg. Czai się wciąż – wszędzie tam, gdzie nie dociera jeszcze wiosenne słoneczko. I jest go zaskakująco… dużo.
Spędziliśmy na wędrówce miły dzień, leniuchowaliśmy na polanach, w poszczególnych schroniskach czekały nas niezapomniane wrażenia kulinarne (ach, ten bigos – i ta kawa ze szklanki… aż się łezka w oku kręci na samo wpomnienie
) i… ledwie żywi doczołgaliśmy się na dół. O tym, że łatwo nie było, świadczą zdjęcia…










Maj 4th, 2009 o 09:27
Ten zagorzały miłośnik kanapy to raczej w liczbie pojedynczej należało napisać
,a żona tylko z grzeczności pewnie udawała zmęczenie,żeby Cię jeszcze móc gdzieś zabrać…ha
Maj 11th, 2009 o 07:18
Tak właśnie było.. ha