Po co komu żona?
wpisane do rodzina dnia lut.11, 2009
Długotrwałe przebywanie w towarzystwie ‘umierającego’ męża, niezdecydowana pogoda oraz rutyna codziennych obowiązków natchnęły mnie ostatnimi czasy do (nie)poważnych rozmyślań. O życiu i takie tam w ogóle. Do intensywnej pracy umysłowej przyczynił się także zabawny mail, w fantastyczny sposób definiujący tradycyjny podział ról społecznych:
ŻONA
Pożyteczne zwierzę domowe,
pociągowe, bardzo nerwowe,
ale wytrwałe.
Żywi się odpadkami,
w hodowli domowej bardzo opłacalna
przynosząca duże korzyści.
MĄŻ
Zwierzę domowe z gatunku leniwców.
Ze względu na dużą żarłoczność
w warunkach domowych przynosi duże straty.
W hodowli nieopłacalny.
Trafność sformułowania zainspirowała mnie do stworzenia listy zadań, do których można wykorzystać żonę (w innym przypadku może stać się nieużyteczna, za bardzo zadowolona z życia — a tego byśmy przecież nie chcieli, prawda?
).
Do czego zatem można używać żony?
- do sprzątania (są naprawdę niezłe!)
- do gotowania (z tym już bywa różnie, zależy jak się trafi…)
- do prania, prasowania i jeszcze kilku innych czynności zupełnie nieprzydatnych egzystencjonalnie (aczkolwiek niektórzy po dziś dzień twierdzą, że porozrzucane po mieszkaniu skarpetki piorą, składają i umieszczają w szafie krasnoludki)
- do rozmnażania i multiplikacji genów
- do noszenia (niestraszne jej ni zakupy, ni inne ciężkie przedmioty) — świetna inwestycja w klimacie umiarkowanym, gdzie dość trudno o wielbłąda
- do dzwonienia (zwłaszcza w miejsca, w które nie lubimy/boimy się dzwonić)
- do załatwiania niemiłych spraw wymagających cierpliwości tudzież styczności z ludźmi z poza naszego stada
- do PR-u i marketingu (zwłaszcza wewnątrzrodzinnego)
- do ozdoby (o ile wystawienie na widok publiczny nie grozi nieodwracalnymi skutkami ubocznymi z utratą wzroku włącznie)
- do czynności niecenzuralnych (a jakże!)
- jak nam się nudzi, możemy spróbować wyprowadzić ją z równowagi psychicznej, a potem już z czystym sumieniem można narzekać, ‘że strasznie marudzi’ (niezwykle pasjonujące zajęcie przynoszące mnóstwo satysfakcji!) — świetnie sprawdza się tutaj strategia: przytyłaś/źle w tym wyglądasz/ zrobię ci na złość i uprażę popcorn zaraz po tym, jak odkurzałaś
- do picia wina (innymi trunkami zazwyczaj gardzi ‘bo za mocne’)
- do klepania w tylną, wystającą część ciała (nie wiedzieć czemu zwykle tego nie lubią; dlatego radzę przygotować się na niekontrolowane reakcje fizyczne i wyćwiczyć unik) — tylko dla odważnych
- na wakacje — zawsze to lepsza rozrywka niż leżenie plackiem na piasku (no i można ćwiczyć wyprowadzanie z równowagi w scenerii nieco bardziej egzotycznej)
- do płacenia rachunków, zawierania umów, kupowania ciuchów, skakania po oknach… i miliona innych rzeczy, jakie nam tylko przyjdą do głowy (jeśli macie jakieś mniej lub bardziej sensowne propozycje – czekam z niecierpliwością).
Z powyższego zestawienia wynika zatem jasno, że jako maskotka tudzież zwierzaczek udomowiony żona rzadko bywa inwestycją chybioną. A zatem zachęcam gorąco do nabycia/wypożyczenia egzemplarza próbnego i stopniowego doskonalenia własnych metod wychowawczych. Z każdym kolejnym egzemplarzem powinno już być znacznie łatwiej. A kiedy już dojdziemy do perfekcji, będziemy mogli obserwować efekty znojnej, wytężonej pracy racząc się zimnym piwkiem (podanym przez żonę oczywiście), relaksując na kanapie (wysprzątanej przez wyżej wymienioną) nasze mięśnie, srogo znużone długotrwałą bezczynnością








Marzec 7th, 2009 o 18:13
Krótko: http://acidcow.com/content/img/new01/342/02.jpg
Marzec 7th, 2009 o 19:37
łohohohoho łohohohoho!!!