Wrzesień
24

No i stało się  – po pięciu latach odkąd nasza noga postała w tym mieszkaniu po raz pierwszy i dwóch dłuuugich latach samodzielnego gospodarowania nastała owa wiekopomna chwila i… zrobiliśmy imprezę.

Co prawda gości dużo nie było (bo całe 4 sztuki), za to rwetesu i bajzlu jakby co najmniej stado dzików przemaszerowało przez środek tak zwanego ’salonu’.Chyba się jednak starzejemy, bo ani sąsiedzi nie protestowali, ani też my nie zrobiliśmy niczego nadzwyczaj głupiego…

Podsumowanie wydarzenia wykazało, że pomimo rozlicznych strat materialnych (w tym strzaskanie 2 weselnych kieliszków, wydłubanie kawałka ściany i 1 śmierć Ikeowej szklanki skutecznie ‘zwalidowanej’ przez klegę Piotra K. ;) ) , całokształt imprezy był wyjątkowo udany. Nawet, jeśli weźmie się pod uwagę niezwykły duet Pana Męża i wyżej już wspomnianego P., z lubością wykonujący jedną z interesujących i głębokich treściowo piosenek Tenacious D.

Obecnością swą zaszczycił też Śruba (który nie lubi, jak się mówi o nim “Miłosz’, bo nieprzyzwyczajony) – bardzo się ucieszyliśmy, bo od kilkunastu już miesięcy pracowaliśmy nad jego przyjazdem do Krakowa. Doturlał się w końcu (czteroipółgodzinnej podróży pociągiem inaczej nazwać się chyba nie da)…

No i był Tomak – ale o nim wypada wspomnieć osobno, ponieważ tym razem naprawdę zasłużył — odkrył przed nami swoje ukryte talenty. Kulinarne. Jego zapiekanka salamowo-serowo-pomidorowa z dodatkiem ‘kwiatka’ (zainteresowanych zapraszam do sklepu na ‘T’ po roślinkę zwaną bazylią) zrobiła furorę. Tak samo, jak wcześniejsze placki (dlatego nadal podtrzymujemy naszą ofertę akomodacyjną – garaż i kubełek na nieczystości wciąż wakatują ;) . Oczywiście byli też Magda (szkoda, że kierownica…) i Piotr (ale o nim to chyba już gdzieś tu było). Zresztą… zobaczcie sami.

Bookmark and Share

Masz coś do dodania?

Uwaga: Prosimy wpisać tekst z obrazka w polu poniżej, dodatkowo informujemy, że komentarze są moderowane, dlatego czasem ich publikacja może się nieco opóźnić.