W obliczu nadchodzącego nowego roku dobrze czasem zrobić małe podsumowanie. Żeby nie zapomnieć, jaki był ten odchodzący. W naszym przypadku – na pewno ciekawy:

- udało się nam w końcu (po 3 latach mieszkania) zrobić dużą imprezę (mam nadzieję, że wszyscy są dumni!); może powstanie nawet  nowa tradycja pod tytułem ‘zabawa na zad…’ (w tym miejscu z góry przepraszam kochanych sąsiadów za możliwe efekty dźwiękowe tudzież wstrząsy sejsmiczne)

- zwiedziliśmy nieco świata: wybraliśmy się łącznie w 9 podróży, z czego dwie ‘międzymorskie’ (na dziką Północ i gorące Południe), dwie ‘transatlantyckie’ (USA) i trzy ‘sąsiedzkie’ (za to na dłużej). Łącznie – ponad13 318 km. Plus (z grubsza) 20.000 mil. Nawet robi wrażenie ;)

- zainwestowaliśmy w sprzęt rolkarski. Co więcej – udało nam się nawet przeżyć pierwszy sezon bez większych uszczerbków na zdrowiu. Teraz tym niecierpliwiej czekamy na pojawienie się pierwszych oznak nadchodzącej wiosny.

- Basia nauczyła się jeździć trzylitrowym automatem. Teraz – olaboga! – lubi duże samochody… A jeśli już o motoryzacji mowa, to okazaliśmy się niezwykle zdolni w tym zakresie  — do osiągnięć możemy zaliczyć bliskie spotkanie z drogowym słupkiem (żona), urwany tłumik (tym razem nie żona), umartą elektrykę i jeszcze kilka pomniejszych kataklizmów. A to wszystko w KA – całe szczęście, że naprawa ekonomiczna (ooo właśnie, w tym roku odkryliśmy też, że da się naprawić zderzak za 5 złotych!)

- ostatni tydzień roku przyniósł znaczące zmiany w naszej flocie pojazdów (głównie w kolorach karoserii ;) )

- udało się w końcu przeprowadzić kilka pomniejszych remontów naszego mieszkania (a mąż zdobył duże doświadczenie… hydrauliczne)  ;-)

- żonie udało się skończyć kolejne studia… i już złożyć podanie na nastęne (przyczyny tej decyzji nieznane nawet jej samej)