<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Basia i Szymon &#187; świat</title>
	<atom:link href="http://blog.porwolik.com/category/swiat/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.porwolik.com</link>
	<description>ponieważ natura lubi symetrię ...</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Aug 2010 10:46:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>La bella Italia&#8230;</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2010/la-bella-italia</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2010/la-bella-italia#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Jul 2010 08:06:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Barbara</dc:creator>
				<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=435</guid>
		<description><![CDATA[Co prawda większość ludzi żyje jeszcze oczekiwaniem na nie, ale my (niestety!) już jesteśmy po wakacjach. W tym sezonie &#8211; po raz pierwszy zresztą &#8211; wybraliśmy się do słonecznej Italii. I jedno jest pewne &#8211; na pewno nie raz do niej wrócimy. Przygotowania rozpoczęły się, jak zawsze, na długo zanim zeszły śniegi &#8211; najpierw zainwestowaliśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co prawda większość ludzi żyje jeszcze oczekiwaniem na nie, ale my (niestety!) już jesteśmy po wakacjach. W tym sezonie &#8211; po raz pierwszy zresztą &#8211; wybraliśmy się do słonecznej Italii. I jedno jest pewne &#8211; na pewno nie raz do niej wrócimy.</p>
<p style="text-align: left;">Przygotowania rozpoczęły się, jak zawsze, na długo zanim zeszły śniegi &#8211; najpierw zainwestowaliśmy w przewodnik, potem w małopsujne auto, a następnie dokooptowaliśmy do załogi rodziców i obraliśmy cel podróży. Toskanię. Jeszcze tylko rezerwacja noclegów, dłużące się oczekiwanie na urlop &#8211; i ruszyliśmy podbijać świat.</p>
<p style="text-align: center;"><a title="2010_Italia_0128 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724667181/"><img src="http://farm2.static.flickr.com/1165/4724667181_e3da8060b4_m.jpg" alt="2010_Italia_0128" width="161" height="240" /></a><a title="2010_Italia_0083 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724663327/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1014/4724663327_95d1b34333_m.jpg" alt="2010_Italia_0083" width="161" height="240" /></a> <a title="2010_Italia_0425 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724692721/"><img src="http://farm2.static.flickr.com/1070/4724692721_dcc314dbe6_m.jpg" alt="2010_Italia_0425" width="161" height="240" /></a><a title="2010_Italia_0991 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4725413448/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1049/4725413448_7cfa893f72_m.jpg" alt="2010_Italia_0991" width="161" height="240" /></a></p>
<p><span id="more-435"></span></p>
<p>Pierwszy przystanek &#8211; Wenecja. Zwiedzana co prawda wieczorową porą i dość pobieżnie, ale i tak warta każdej spędzonej w niej minuty. Urokliwe, wyludnione wąskie uliczki i spacer nad kanałami  -  bezcenne. Piękne, stare miasto. Za to &#8216;standardowe&#8217; atrakcje turystyczne &#8211; już nie tak bardzo piękne. Oblepione ludźmi, oszpecone reklamami i zupełnie odarte z atmosfery. Całe szczęście można jeszcze uciec przed tłumem, zaplątać się w labirynt przejść i złapać oddech wśród przycupniętych dokoła kanałów kamienic.</p>
<p>Kolejnym etapem było Figline Valdarno, gdzie znajdowała się zarezerwowana wcześniej baza noclegowa (i wypadowa). To tutaj tak naprawdę nasze wakacje rozpoczęły się na dobre.</p>
<p>Była i degustacja tradycyjnych wyrobów wędliniarskich (na samą myśl zgroza mnie ogarnia <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ); i zwiedzanie średniowiecznych miasteczek (Siena, Volterra, Montepulciano, San Gimigiano),  i wyprawy kempingową szaloną ciufcią na spływy &#8216;plompenbomben&#8217; (zainteresowanych proszę o kierowanie pytań do Szymona), i drapanie się na wierzch el Duomo katedry we Florencji, i zdjęcia z pomnikami różnego asortymentu (od Michała Aniołą po&#8230; Mitoraja), i (cokolwiek mało eleganckie) podpieranie ręką krzywej wieży w Pizie, i  wreszcie &#8211; jednodniowa wycieczka (a raczej przebieżka) po Rzymie&#8230;</p>
<p>Jak można podsumować nasze wrażenia z Italii? Krótko: słoneczko,  ciepło, włoska kuchnia i chianti &#8211; czego chcieć więcej&#8230;?</p>
<p>My w każdym razie &#8211; gorąco polecamy!</p>
<p><a title="2010_Italia_0236 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4725324638/"><img src="http://farm2.static.flickr.com/1028/4725324638_be7cf9cf4f_m.jpg" alt="2010_Italia_0236" width="199" height="135" /></a> <a title="2010_Italia_0530 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724707139/"><img src="http://farm2.static.flickr.com/1021/4724707139_6cce70fc19_m.jpg" alt="2010_Italia_0530" width="199" height="133" /></a><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/wttxB2XsmhdlUpYsygpsNg?feat=embedwebsite"></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/wttxB2XsmhdlUpYsygpsNg?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TCEVVlBm9rI/AAAAAAAAFMo/ax-aqP5lD3s/s288/2010_Italia_0322.JPG" alt="" width="199" height="133" /></a><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/0MT6Oxuqj5xMAqG4O6VkeQ?feat=embedwebsite"> <img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TCEWieGhT7I/AAAAAAAAFNI/V17ShOJt5cA/s288/2010_Italia_0567.JPG" alt="" width="199" height="133" /></a></p>
<p><a title="2010_Italia_0439 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724698789/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1251/4724698789_6c82b7ce22_m.jpg" alt="2010_Italia_0439" width="199" height="133" /></a><a title="2010_Italia_0432 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724695731/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1328/4724695731_e889c382e7_m.jpg" alt="2010_Italia_0432" width="199" height="132" /></a><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/UP4vxCLjVBUXmIz-m7af6Q?feat=embedwebsite"> </a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/UP4vxCLjVBUXmIz-m7af6Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TCEWjI6CWJI/AAAAAAAAFNQ/DYhwvShztdU/s288/2010_Italia_0619.JPG" alt="" width="199" height="133" /></a><a title="2010_Italia_0421 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4724688787/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1141/4724688787_1f4db9ea61_m.jpg" alt="2010_Italia_0421" width="199" height="133" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/uqu4gR-IFAksCfNNLXhMlA?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TCEchTug1mI/AAAAAAAAFOo/IsH9Dv1W6Gk/s288/2010_Italia_0962.JPG" alt="" width="199" height="133" /></a><a title="2010_Italia_0900 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4725396996/"> <img src="http://farm2.static.flickr.com/1332/4725396996_95ac1635e1_m.jpg" alt="2010_Italia_0900" width="199" height="134" /></a></p>
<p style="text-align: left;"><a title="2010_Italia_0763 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/4725382266/"><img class="aligncenter" src="http://farm2.static.flickr.com/1359/4725382266_a517e32857_m.jpg" alt="2010_Italia_0763" width="197" height="132" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2010/la-bella-italia/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powódź 2010</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2010/powodz-2010</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2010/powodz-2010#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 09:18:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=427</guid>
		<description><![CDATA[Długo nam zajęło, żeby się zając opisaniem tego wydarzenia, ale czas ucieka i wypadałoby, żeby po tych średnio przyjemnych wydarzeniach tegorocznego maja/czerwca został tu jakiś ślad. Jeśli ktoś tego jeszcze nie zauważył, lub jeśli ktoś nie śledzi na bieżąco tego, co się dzieje w Polsce &#8211; właściwie od początku  roku aż do lipca odnotowaliśmy porę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Długo nam zajęło, żeby się zając opisaniem tego wydarzenia, ale czas ucieka i wypadałoby, żeby po tych średnio przyjemnych wydarzeniach tegorocznego maja/czerwca został tu jakiś ślad.</p>
<p><span id="more-427"></span></p>
<p>Jeśli ktoś tego jeszcze nie zauważył, lub jeśli ktoś nie śledzi na bieżąco tego, co się dzieje w Polsce &#8211; właściwie od początku  roku aż do lipca odnotowaliśmy porę deszczową; z niewielkimi wyjątkami padało praktycznie cały czas i to momentami naprawdę mocno. Jako iż dodatkowo infrastruktura hydrologiczna (i nie tylko&#8230;) wokół naszego osiedla pozostawia wiele do życzenia skończyło się to tak, że w w nocy z niedzieli na poniedziałek 17 maja jedyny dojazd do osiedla został odcięty (wcześniej woda zalała alternatywną pieszą drogę łączącą nas z cywilizacją).</p>
<p>Tak więc, w połowie maja jedynymi dostępnymi sposobami dotarcia na nasze osiedle były:</p>
<ul>
<li>brodzenie po pas w wodzie</li>
<li>ryzykowna próba przejechania tego rozlewiska samochodem</li>
</ul>
<p>Wraz z rozwojem sytuacji i po wielu interwencjach znalazły się jakieś rozwiązania problemu pokonania tego rozlewiska (samochody terenowe udostępniane za opłatą), ale przez tydzień sytuacja wyglądała naprawdę nieciekawie.</p>
<p>Basia miała trochę szczęścia, bo w feralny poniedziałek spakowała się i poleciała do Genewy. Ja po ewakuacji auta na tereny niezalewowe zamieszkałem u Tomka.</p>
<p>Nie będę ukrywał, że tydzień mieszkania &#8222;kątem&#8221; poza domem, potem jeszcze brodzenie naszym KA w bardzo głębokiej wodzie nie sprawiły, że był to najprzyjemniejszy tydzień tego roku. Jednak biorąc pod uwagę sytuację innych ludzi, którym przyszło się zmierzyć z żywiołem &#8211; nie wydaje mi się, żebyśmy tak naprawdę mogli bardzo narzekać&#8230; &#8211; tym bardziej, że kolejny atak żywiołu nastąpił w momencie, gdy pojechaliśmy na wyczekane wakacje i nie musieliśmy po raz drugi (w odstępie dwutygodniowym) zastanawiać się, czy rano uda się do jechać do pracy, a później z niej wrócić&#8230;</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/AnHqR4vrZS1K64ffr_RNxw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TDGeY7w_L9I/AAAAAAAAFPk/OLD71zs2Fnc/s288/DSC_9072.JPG" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/NH4u6m4f8yvIN2KrmbdVHQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TDGeZKqxKUI/AAAAAAAAFPo/h51lqPFNXZI/s288/DSC_9095.JPG" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/rbIuGGg9l9Yl0BL3DNFq6A?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TDGeZJVG9eI/AAAAAAAAFPs/5eR9tJk0mpY/s288/DSC_9145.JPG" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/mneypNKylsPhI3VpdcioZg?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TDGeZzQCL0I/AAAAAAAAFPw/hMja4Gsl-wI/s288/DSC_9155.JPG" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/PlyO27Qhkgiuaeg9aBuUZw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/TDGeZ_ImQVI/AAAAAAAAFP0/I3Mm-gUwFqA/s288/DSC_9187.JPG" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2010/powodz-2010/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiosna 2010</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2010/wiosna-2010</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2010/wiosna-2010#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Apr 2010 21:04:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[Od dłuższego czasu mamy mały problemy z pisaniem kolejnych wpisów, jednak nie wynika to z lenistwa, a bardziej z faktu, że za dużo się ostatnio nie działo &#8211; zimowa hibernacja. Podsumowując Basia zapisała się do kolejnej szkoły, więc 3/4 weekendy w miesiącu mogę spędzać bez wyrzutów sumienia przed TV z padem w ręku, a że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od dłuższego czasu mamy mały problemy z pisaniem kolejnych wpisów, jednak nie wynika to z lenistwa, a bardziej z faktu, że za dużo się ostatnio nie działo &#8211; zimowa hibernacja.</p>
<p>Podsumowując Basia zapisała się do kolejnej szkoły, więc 3/4 weekendy w miesiącu mogę spędzać bez wyrzutów sumienia przed TV z padem w ręku, a że niedawno miała miejsce premiera Battlefield: Bad Company 2 &#8211; nie narzekam <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  (<a href="http://bfbc2.elxx.net/stats/360/vladmordock">moje statystyki</a>).</p>
<p>W styczniu nastąpiła zmiana 50% naszej floty pojazdów &#8211; pożegnaliśmy Das Auto, które przecież wiozło nas na pamiętną wyprawę na Krk <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Miejmy nadzieję, że nowy nabytek nie dostarczy nam w niedługim czasie tylu wrażeń (szczególnie 1kKm od domu) &#8230;</p>
<p>I tyle, byle do wakacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2010/wiosna-2010/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Morgen!</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2010/morgen</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2010/morgen#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Jan 2010 22:46:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=350</guid>
		<description><![CDATA[Z dużym opóźnieniem i w dużym uproszczeniu postanowiłem  opisać moje niemieckie przygody &#8211; bo tak się złożyło, że zawodowe obowiązki rzuciły mnie w ostatnich miesiącach aż trzykrotnie do naszych zachodnich sąsiadów. W okolicach września trafiłem z krótką wizytą do BSD (firmowy skrót &#8211; pełna nazwa: CLICK). Następnie &#8211; także krótka &#8211; wizyta w Norymberdze i ostatecznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z dużym opóźnieniem i w dużym uproszczeniu postanowiłem  opisać moje niemieckie przygody &#8211; bo tak się złożyło, że zawodowe obowiązki rzuciły mnie w ostatnich miesiącach aż trzykrotnie do naszych zachodnich sąsiadów. <a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/sXGI8310hHla6LmF1b65Gg?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SyQyIl05QdI/AAAAAAAAE_g/AGywj1qzMBU/s288/20091114020.jpg" alt="" /></a></p>
<p><span id="more-350"></span>W okolicach września trafiłem z krótką wizytą do BSD (firmowy skrót &#8211; pełna nazwa: <a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=pl&amp;q=Bad+Salzdetfurth,+Hildesheim,+Dolna+Saksonia,+Niemcy&amp;sll=51.590723,9.865723&amp;sspn=9.683862,19.753418&amp;ie=UTF8&amp;cd=1&amp;geocode=FfZfGgMdjLCYAA&amp;split=0&amp;hq=&amp;hnear=Bad+Salzdetfurth,+Hildesheim,+Dolna+Saksonia,+Niemcy&amp;ll=52.055868,10.017128&amp;spn=0.149674,0.308647&amp;t=h&amp;z=12" target="_blank">CLICK</a>). Następnie &#8211; także krótka &#8211; wizyta w Norymberdze i ostatecznie &#8211; prawie trzytygodniowy ponowny pobyt w BSD.</p>
<p>Nie wchodząc w szczegóły postaram się opisać nieco moich wrażeń i spostrzeżeń dotyczących Niemiec, a także ludzi (generalnie), z którymi miałem przyjemność tam rozmawiać.</p>
<p>Zaczynając niejako od końca, ale zarazem dając wszystkim obraz tamtejszego życia napiszę krótko: przeciętny Niemiec zarabia jakieś 3-4 razy lepiej niż przeciętny Polak, przy czym nie ma znaczącej różnicy cen paliwa oraz jedzenia. Życie co prawda jest znacznie droższe &#8211; jednak nie oszukujmy się, dużo czasu nam zejdzie, żeby dogonić &#8222;starą Europę&#8221;. (przykład: obiad w kantynie 4€; w Krakowie 11zł)</p>
<p>Po tym demotywującym wstępie czas na więcej szczegółów odnośnie mojej wizyty. Pierwszy pobyt w BSD była naprawdę bardzo napięty i w związku z tym nie mam żadnych poza-zawodowych wspomnień. Wizyta w Norymberdze była moją pierwszą w południowych Niemczech i dała mi do zrozumienia, na czym polega sława Bayern-u: wystarczy krótki rzut oka na pędzące autostradami samochody, żeby zrozumieć, że dotarło się do jednej z bogatszych części Niemiec (Europy) &#8211; generalnie porządne Audi/BWM nie jest wyjątkiem, z małą przesadą napisałbym, że jest raczej regułą <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Napięty harmonogram nie pozwolił mi niestety na zapoznanie się z Norymbergą w dzień, jednak dwa krótkie nocne spacery (jeden z &#8222;oryginalnym&#8221; Niemcem) dały mi obraz miasta, które trzeba przyznać prezentuje się bardzo porządnie; jednak będąc szczerym, dla mnie to było wszystko jakieś takie za porządne, wręcz &#8222;plastikowe&#8221; &#8211; może fakt, iż praktycznie zostało odbudowane po WWII ma na to jakiś wpływ(!?). Nie widziałem za dużo, nie zrobiłem zdjęć &#8211; jednak śmiało mogę polecić to miasto jako cel weekendowego wypadu &#8211; choćby tylko po to, żeby spróbować słynnych norymberskich pierników na opłatku &#8230; (<a href="http://www.flickr.com/search/?q=nurnberg&amp;s=int#page=2">Zdjęcia miasta na Flickr</a>).</p>
<p>Krótka wizyta w NBG, potem małe szaleństwo w pracy (wieczory i weekendy), wylot Basi do USA i kilka dni potem mój wylot do BSD. Sama wyprawa do BSD zasługuje na nieco opisania, bo jest to opowieść z cyklu &#8222;jak tego nie robić&#8221;&#8230; <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Generalnie założenie było proste: Basia ma lecieć do LA, ja do Niemiec, więc najlepszym rozwiązaniem będzie połączenie tych podróży &#8211; plan był dobry, jednak z przyczyn zawodowych mój wyjazd do BSD został opóźniony, a jako, że zależało mi na szybkim dotarciu do Niemiec (żeby skrócić czas kiedy Basia już jest w USA, a ja jeszcze w Polsce) &#8211; wybrałem lot z WizzAir-em do Dortmundu o 6 rano w środę (11 List.)&#8230; z Katowic.</p>
<p>Jednak jak to zwykle bywa &#8211; tak się &#8216;złożyło&#8217;,  że firmowa kolacja trafiła na wtorek, a chciałem się napić piwa z kolegami, więc wybrałem opcję dla prawdziwych twardzieli &#8211; na wspomnianą kolację wybrałem się z walizkami. Tak więc,  krótka podróż taksówką z osiedla do galerii, piwko do około 23.00, spotkanie z Tomakiem, u którego spędziłem jakieś 2h w mieszkaniu i który zawoził mnie na dworzec autobusowy w Krk (na 02.30). Wyjazd z dworca i podróż do Pyrzowic skąd o 6.00 wyleciałem do Dortmundu, potem podróż autobusem na dworzec kolejowy, pociągiem ICE do Hanoweru i pociągiem regionalnym do BSD (dodatkowa jedna przesiadka) &#8211; na miejscu około 13.00 &#8211; słowem wyprawa życia <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Musiałbym napisać oddzielny akapit na temat niemieckich kolei (DB) i miernoty PKP, jednak nie zrobię tego, gdyż nic z tego nie wyniknie, a i tak wszyscy są świadomi sytuacji. Po prostu musimy poczekać, aż postkomunistyczny stwór zdechnie, a w jego miejsce pojawi się firma, która będzie rządziła się wolnorynkowymi zasadami (szczególnie dotyczy to podejścia do klienta). Dla stworzenia ogólnego obrazu powiem, że nie znając za dobrze niemieckiego (posługując się tylko j. angielskim) udało mi się przejechać kilkaset kilometrów, nie raz przekraczając przy tym 190km/h&#8230;</p>
<p>Trafiłem do BSD &#8211; czyli Bad Salzdefurth, niewielkiego miasteczka w Dolnej Saksonii, w którym oprócz kilku basenów termalnych, nieczynnej kopalni soli i oddziału mojej firmy naprawdę niewiele można znaleźć&#8230;  oprócz kilku dyskontów spożywczych znanych i w Polsce. Może wynika to z faktu, że już od kilku dobrych lat mieszkam w Krakowie &#8211; który nie należy do najbiedniejszych polskich miast &#8211; ale spacerując po wspomnianym miasteczku nie miałem jakiegoś wrażenia, że jest jakoś dużo czyściej/bardziej bogato niż u nas &#8211; pomijając o kilka lat młodszy średni wiek samochodów i może &#8222;świeższe&#8221; domostwa naprawdę nie zauważyłem dużej różnicy.</p>
<p>O ile w BSD nie było &#8222;rewelacji&#8221;, to Hannover naprawdę zrobił nam mnie wrażenie: sklepy, porządek, samochody, oznaczenia, architektura i ciekawe rozwiązania (np. podziemny pasaż handlowy) naprawdę dały mi do zrozumienia, że czeka nas sporo pracy&#8230; W Hanowerze spędziłem jedną sobotę, ale dzięki &#8222;czerwonej linii&#8221; i małemu przewodnikowi udało mi się zobaczyć znaczną część najbardziej znanych w Hanowerze miejsc, włączając w to stadion oraz słynny ratusz.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/hC0ma04MEbgcWowt4y_DRg?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SyQyI62-8MI/AAAAAAAAE_k/3_k3t52es64/s288/20091121039.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/SPKq4_w0gdN_wiVvnO-gfQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SyQyJBm8PeI/AAAAAAAAE_o/CjeXXM1sO_0/s288/20091121043.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/W2Ulcxui59ejavgktUcJFA?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SyQyJuM-OcI/AAAAAAAAE_s/h4tEyDcJMLQ/s144/20091121044.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Podsumowując, mimo tego iż przez kilka tygodni nie widziałem się z żoną, to jednak jestem zadowolony, że miałem możliwość kilkutygodniowego pobytu w Niemczech. Codzienna praca z naszymi zachodnimi sąsiadami, prywatne rozmowy oraz kilometry spacerów dały mi naprawdę dobre pojęcie o tym, jak tak się żyje i jak postrzega świat statystyczny Niemiec w północnych rejonach kraju. Wnioski mam raczej optymistyczne &#8211; nie możemy mieć żadnych kompleksów &#8211; po prostu historia była dla nas mniej łaskawa (pomimo tego, że to nie my byliśmy głównymi mącicielami w XX wieku). A jak się ma ta słynna niemiecka precyzja!? &#8211; Mniej więcej tak, jak niedźwiedzie polarne w Polsce&#8230;</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/n0JUEdh1vd8S9J6tTzETqQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SyQyJ9pedHI/AAAAAAAAE_w/q8kabpnhL2Q/s288/20091121095.jpg" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2010/morgen/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>San Francisco, Sin City i Miasto Aniołów</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2009/san-francisco-sin-city-i-miasto-aniolow</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2009/san-francisco-sin-city-i-miasto-aniolow#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Nov 2009 11:09:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Barbara</dc:creator>
				<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=351</guid>
		<description><![CDATA[Po 13 koszmarnych godzinach lotu, ostrych turbulencjach i zatruciu sztucznym jedzeniem wylądowaliśmy. Stany &#8211; odsłona trzecia. Tym razem wyjazd trochę dłuższy, bo pożyteczne, czyli praca (targi SSW) połączone z przyjemnym, czyli zwiedzaniem. Prawdziwy road trip przez winnice Napa Valley, park Yosemitee  i Dolinę Śmierci &#8212; aż do samego serca rozpusty i hazardu Naszą ekipę pięciu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po 13 koszmarnych godzinach lotu, ostrych turbulencjach i zatruciu sztucznym jedzeniem wylądowaliśmy. Stany &#8211; odsłona trzecia. Tym razem wyjazd trochę dłuższy, bo pożyteczne, czyli praca (targi SSW) połączone z przyjemnym, czyli zwiedzaniem. Prawdziwy road trip przez winnice Napa Valley, park Yosemitee  i Dolinę Śmierci &#8212; aż do samego serca rozpusty i hazardu <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><img class="size-medium wp-image-358" title="125" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/125-299x300.jpg" alt="On the road ;)" width="299" height="300" /></p>
<p><span id="more-351"></span><!--more--></p>
<p>Naszą ekipę pięciu eksplorerów (poszerzoną w Vegas o kilku Wikingów i paru miejscowych znajomych) dumnie otwierał mój szacowny Szef, służący za samochodową nawigację. No i byliśmy jeszcze my &#8212; czyli Basia, Torstein (kolejno: pierwszy i drugi kierowca), córka szefa i jego dziewczyna.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-360" title="Pięciu wspaniałych" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/118-300x168.jpg" alt="Pięciu wspaniałych" width="300" height="168" /></p>
<p>No i czarny Chrysler Aspen. Na 8 osób. Z przyciemnianymi szybami i automatyczną skrzynią biegów (niby nieistotny szczegół, a jednak&#8230; czułam się jak Basia-Samo-Zło).</p>
<p><img class="size-medium wp-image-361" title="Autko" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/127-300x168.jpg" alt="... i krążownik szos :)" width="300" height="168" /></p>
<p>Jak to zwykle z naszym szczęściem bywa, San Francisco przywitało nas wiatrem i&#8230; deszczem. W dodatku po raz pierwszy w życiu stanęła przede mną wizja niewpuszczenia na terytorium USA &#8212; zawiesiłam komputer. Cztery razy. Ale uff! W końcu się udało. Pan z tego wszystkiego nawet nie zapytał mnie, czy coś przemycam. No bo jak z Polski &#8211; to pewnie kiełbasę. Zawsze pytają.</p>
<p>Miasto &#8211; piękne. Bez dwóch zdań najładniejsza ze wszystkich widzianych przeze mnie amerykańskich metropolii. Klasyczne &#8216;wskakiwane tramwaje&#8217;, port, atmosfera, ogród botaniczny, &#8216;tęczowa&#8217; dzielnica&#8230;. nie da się opisać. Tylko wiało okropnie no i złapałam jakąś paskudną alergię. Całe szczęście, że na owoce morza &#8211; przynajmniej już nie musiałam ich jeść <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Za to pozostali członkowie wyprawy z lubością oddawali się dzikim pląsom nad talerzami krewetek (i wyrywaniem nóg biednym krabiszczom). Barbarzyńcy.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-362" title="San Francisco nocą" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/78-300x168.jpg" alt="San Francisco nocą" width="300" height="168" /></p>
<p>Przydrożna przyroda zaskakująca. Na przestrzeni kilkuset kilometrów (czasem nawet kilkudziesięciu) temperatura potrafła się zmieniać drastycznie : najpierw ośnieżone szczyty gór w parku Yosemitee (a my w koszulkach drżący z zimna), a już za chwilę suche piaski, kaktuso-palmy i szare krzaczki  pustyni. No i czarne wdowy. Brr!</p>
<p>Za to Vegas &#8211; zupełnie inna bajka (pewnie pająki też były, ale pochowane skutecznie). Po kilkugodzinnej jeździe ciemnymi autostradami miasto wyłoniło się przed nami w całej okazałości. A raczej wyłoniła się nam jego główna ulica. Jedyna zresztą <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Dla nas tak naprawdę (prócz feeri barw, miejscowego kolorytu  i migających świateł) miasto nie oferuje jakichś specjalnych atrakcji. No bo czym się tu zachwycać &#8212; tym, że można się bawić w klubie całą noc? Że panie tańczą (w dodatku &#8211; ubrane)? No fajnie. Ale tego akurat w Krakowie pod dostatkiem. Dla miejscowych natomiast działa to wszystko na zasadzie niezwykłości &#8211; zwłaszcza dla Kalifornijczyków, których o 2 w nocy, bez względu na okoliczności, wyprasza się z pubów i barów. Ale ja nie o tym&#8230;</p>
<p><img class="size-medium wp-image-365" title="Prawie jak Wenecja..." src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/167-300x200.jpg" alt="Prawie jak Wenecja... The Venetian Hotel" width="300" height="200" /></p>
<p>Trzy następne dni należy zaliczyć do kategorii  &#8216;black jack, poker i ruletka&#8217;, ewentualnie &#8216;wydawanie pieniędzy na inne przyjemności&#8217; (no bo co się będę o pracy rozpisywać &#8211; taka sama, jak zawsze). Całe szczęście, że mój budżet nie przewidywał długów hazardowych, bo to, co obstawiałam z tak zwanej &#8216;wspólnej puli&#8217;, przegrałam sromotnie. No cóż, ten milion dolarów widać tym razem nie był mi pisany&#8230; Trzeba się będzie wybrać w przyszłym roku.</p>
<p><img class="aligncenter size-medium wp-image-352" title="Paris, Paris... " src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/IMG_1733-225x300.jpg" alt="Paris, Paris... " width="225" height="300" /></p>
<p>No i na koniec &#8211; ulubiona część programu. Los Angeles i Santa Monica. Nie wiem, co jest w tym miejscu, ale&#8230; Mam do niego słabość. Może do tych wszystkich dziwaków, którzy pod byle pretekstem zaczepiają cię na ulicy? Może. No i do tego, że wszyscy zaczynaja rozmowę od pytania: <em>A ty co robisz? Modelka czy aktorka?</em> Ale bardziej prawdopodobne, że to magia plaży i oceanu. I zielone palmy. I 30 stopni &#8211; w listopadzie! <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  W każdym razie jak zwykle trudno mi było zawlec się do samolotu ze świadomością, że nasza pogoda całkiem inaczej nas przywita&#8230;.</p>
<p><img class="aligncenter size-medium wp-image-353" title="Santa Monica" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/11/PB160045-225x300.jpg" alt="Santa Monica" width="225" height="300" /></p>
<p>No i oto jestem. Nadal nieprzytomna. Funkcjonująca nocną porą, słaniająca się w dzień. Smutno mi troszkę, że to już koniec &#8212; ale już po cichu opracowuję niecny plan zawładnięcia jakąś willą na Zachodnim Wybrzeżu. Pracowałam tez nad szefem, zeby założył filię w Mieście Aniołów. Ale jakoś nie chce. Ciekawe, dlaczemu?</p>
<p>PS. Fotki tymczasowe &#8212; nadal nie udało mi się zebrać materiałów od podróżników, dostało mi się tylko parę sztuk. Ale walczę dzielnie!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2009/san-francisco-sin-city-i-miasto-aniolow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kreta</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2009/kreta</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2009/kreta#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Jul 2009 18:18:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=263</guid>
		<description><![CDATA[Rozleniwieni dwutygodniowym wypoczynkiem, mieliśmy poważny problem mobilizacyjny, aby w końcu zebrać się i napisać podsumowanie naszego tegorocznego wypoczynku. W końcu trzy tygodnie po powrocie do codziennych obowiązków udało nam się zmobilizować &#8212; i w końcu opublikować ten wpis. Uprzedzam wszystkich, że przez kolejne kilkanaście tysięcy znaków będziemy się rozwodzić nad tym, jak było rewelacyjnie i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rozleniwieni dwutygodniowym wypoczynkiem, mieliśmy poważny problem mobilizacyjny, aby w końcu zebrać się i napisać podsumowanie naszego tegorocznego wypoczynku. W końcu trzy tygodnie po powrocie do codziennych obowiązków udało nam się zmobilizować &#8212; i w końcu opublikować ten wpis.</p>
<p>Uprzedzam wszystkich, że przez kolejne kilkanaście tysięcy znaków będziemy się rozwodzić nad tym, jak było rewelacyjnie i jak bardzo nam się podobało na słonecznej (i wietrznej) wyspie króla Minosa &#8211; dlatego wszyscy, których to nie interesuje &#8212; nie muszą męczyć się czytaniem całego wpisu&#8230;</p>
<p><a title="Crete / Kreta 2009 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673190692/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3354/3673190692_68b09372fa.jpg" alt="Crete / Kreta 2009" width="500" height="334" /></a><br />
<span id="more-263"></span></p>
<p><strong>Przygotowania</strong></p>
<p>Decyzję o naszym wakacyjnym celu podróży podjęliśmy w okolicach marca. Kombinowaliśmy długo, po czym pewnego dnia po prostu wykupiliśmy komplet biletów na przelot Katowice-&gt;Heraklion oraz oczywiście Heraklion-&gt;Katowice. Łącznie datę wylotu i przylotu z/do Katowic dzieliło 14 dni.</p>
<p>Pod koniec maja kupiliśmy przewodnik i mapę samochodową Krety, pożyczyliśmy walizki i powoli zaczęliśmy kompletować niewielką ilość bagażu, jaką linie WizzAir pozwalały nam zabrać ze sobą.</p>
<p>W przeddzień odlotu, niezadowoleni trochę wizją spędzenia nocy na lotnisku, spontanicznie &#8211; telefonicznie zarezerwowaliśmy samochód kasy Econo&#8230; i z niecierpliwością oczekiwaliśmy na samolot.</p>
<p>13 czerwca rodzice odwieźli nas na lotnisko i tak zaczęła się nasza grecka przygoda&#8230;</p>
<p><strong>Dzień 1</strong></p>
<p>W Heraklionie (lub inaczej Iraklio) wylądowaliśmy w okolicach 22.00. Pierwszą rzeczą, która dała nam do zrozumienia jak bardzo daleko jesteśmy od naszych rodzinnych stron, była ściana dusznego powietrza, z którą zderzyliśmy się po opuszczeniu klimatyzowanej kabiny Airbusa 320. Na lotnisku przywitała nas tabliczka &#8222;Porwolik&#8221; trzymana przez młodego Greka, który w zamian za odpowiednią górę euro dał nam kluczyki i umowę najmu naszego wakacyjnego środka lokomocji &#8211; samochodu Kia Piccanto LX.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/2tu8TWMPNLUP2QUoa3OzMQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTkA7FEsqI/AAAAAAAAEzw/DCnHDMe_z_I/s400/DSC_6589.JPG" alt="" width="320" height="215" /></a></p>
<p>Zmęczeni podróżą, mając do dyspozycji jedynie mapę samochodową i umowny kierunek świata, wskazany przez uprzejmego Greka, ruszyliśmy do planowanego miejsca  pierwszego naszego noclegu &#8211; kampingu Creta. Sytuacja wyglądała tak: &#8222;nowy&#8221; samochód, obcy kraj, nic nie mówiące znaki drogowe, ciemność, remonty drogowe, brak oznaczeń na jezdni i szaleni greccy kierowcy &#8211; słowem idealny wakacyjny spokój <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Tak więc, po jakiś 40 minutach, cudownym zbiegiem okoliczności udało nam się dotrzeć na miejsce. Pierwsza kolacja, szybkie rozbicie obozu (Viva la Quechua), pierwszy grecki alkohol i&#8230; milion wygłodniałych, żądnych krwi komarów w naprawdę ciepłą noc &#8211; wakacyjne marzenie <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><strong>Dzień 2</strong></p>
<p>Po jakiś 4 godzinach snu, cali przepoceni (tylko 1 osobowy namiot udało nam się upchnąć w bagażu), pozbawieni kilkuset ml krwi i nieludzko wkurzeni udaliśmy się na pierwsze spotkanie z morzem (z namiotu &#8211; jakieś 100m). Pierwsza kąpiel w cieplutkim morzu, pierwszy wschód słońca i egzotyczny krajobraz wyłaniający się w oddali wraz ze wschodzącym słońcem dał nam do zrozumienia, jak bardzo miło będzie przez kolejne dni.<br />
<a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/m7-H6gLRBIrcvIrY3mQcwA?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTkBAash9I/AAAAAAAAEz0/vV9qA8Cu_E0/s400/DSC_6611.JPG" alt="" width="320" height="208" /></a></p>
<p>Po kilku godzinach porannego &#8222;rozruchu&#8221;, rozlokowaniu się w samochodzie, kąpieli, śniadaniu na plaży w Mali i przygotowaniu planu dnia wyruszyliśmy na płaskowyż Lassithi. Małe górskie wioski, drogi szerokości naszych osiedlowych o szalonych nachyleniach i zwrotach, do tego setki lokalnych szalonych kierowców w poobijanych pick-upach, trąbiących i wyprzedzających w zupełnie nieprzewidywalnych momentach; słowem &#8211; południe Europy.</p>
<p>Wieczorem, mocno wymęczeni, doturlaliśmy się na kemping Sissi. Z widokiem na morze i basenem &#8211; bajka.</p>
<p><strong>Dzień 3</strong></p>
<p>Przed wyjazdem, nie znając kreteńskich realiów nie mogliśmy dokładnie zaplanować całej wyprawy, znaliśmy jedynie kilkanaście miejsc wartych odwiedzenia i ogólnie zakładaliśmy przemieszczanie się po wszystkich krańcach wyspy zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Dlatego też następnego dnia kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku wschodzącego słońca. Rano odwiedziliśmy Elounde, z kilkusetmetrowego klifu podziwialiśmy wyspę Spinalonga i zapłaciliśmy haracz za 15 minutowy postój na jednej z położonych przy drodze plaż. Dalej przez Ag. Nikolaos udaliśmy się na kemping Gournia Moon, który jak się okazało, przestał już istnieć&#8230; przez co późnym popołudniem musieliśmy podjąć trudną decyzję i udać się nad Morze Libijskie (na drugim końcu wyspy &#8211; brzmi strasznie, ale byliśmy wtedy w jej najwęższym miejscu), żeby nocować na kempingu Koutsounari, położonym niedaleko Ierapetry &#8211; najbardziej na południe wysuniętego europejskiego miasta. Nie wiem, czy to na skutek niezbyt ciekawego wybrzeża, czy też nie rozpoczętego jeszcze sezonu na olbrzymim kempingu nocowaliśmy w dosłownie kilka osób. Z racji naprawdę potężnego wiatru (wyło i świszczało tak, że bez wahania uwierzyliśmy w obecność jakiegoś boga wiatrów w pobliżu), tamtej nocy też nie możemy zaliczyć do najprzyjemniejszej, ale fakt spania pod drzewkiem cytrusowym i palmą daktylową (oraz zrywania pomarańczy prosto z gałęzi) zrekompensował braki w śnie.</p>
<p><a title="Locals by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673173882/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2435/3673173882_c7f9d88988.jpg" alt="Locals" width="319" height="197" /></a></p>
<p><a title="Big Blue by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672378265/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3326/3672378265_4b502d32c9.jpg" alt="Big Blue" width="319" height="207" /></a><br />
<strong>Dzień 4</strong></p>
<p>Rankiem musieliśmy po raz kolejny przebić się w poprzek wyspy, aby dotrzeć do przyjemnej Sitii, z której pojechaliśmy prosto na plaże w Vai i do klasztoru Moni Toplu. Ciekawym zjawiskiem były luźno biegające (czasem wylegujące się na asfalcie!) stada kóz &#8212; co odważniejsze egzemplarze podchodziły do samochodu się przywitać.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/tni9VIiZO3_rgskET0gO7w?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTkCeADi0I/AAAAAAAAE0A/xxgSK4za2gw/s400/DSC_6797.JPG" alt="" width="321" height="215" /></a></p>
<p>Wieczorem przez kolejne pasmo gór dotarliśmy do Kato Zakros, najbardziej chyba malowniczo położonej miejscowości na Krecie.  Niestety, położenie na odludziu ma też swoje mniej przyjemne strony &#8211; najbliższy kemping okazał się być za daleko, więc zmuszeni zostaliśmy do wynajęcia pokoju nad samym brzegiem morza &#8211; nie muszę dodawać, że nie była to tania impreza; w zamian Grek, właściciel pokoi do wynajęcia oraz niedaleko położonej tawerny zaoferował nam parę alkoholowych bonusów, które otrzymaliśmy do kolacji.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/UzvQ63N0SWektOA03es_0Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTm0JEu1XI/AAAAAAAAE0I/_0BFSJY48Fc/s400/DSC_6852.JPG" alt="" width="320" height="214" /></a></p>
<p><a title="Kato Zakros by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672434567/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2424/3672434567_b1b252b070.jpg" alt="Kato Zakros" width="320" height="478" /></a></p>
<p><a title="Kato Zakros by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673245970/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3648/3673245970_561d48a86c.jpg" alt="Kato Zakros" width="321" height="214" /></a></p>
<p><strong>Dzień 5</strong><br />
Rano poznaliśmy parę z Francji, która podobnie jak my wybrała indywidualny wypoczynek. Za drobną przysługę jaką było podrzucenie ich po ich samochód, zrekompensowali się opowieściami o Francji i podsunęli pomysł na odwiedzenie kilku miejsc na wyspie, z których właśnie wracali.</p>
<p>Pałac w Zakros okazał się bezkształtną kupą kamieni, po której chodzenie kosztowało nas kilka dobrych eur0 &#8211; trzeba przyznać, że od tego momentu zaczęliśmy z dużą dozą nieufności traktować pozostałe &#8216;pomniki&#8217; minojskiej kultury.</p>
<p>Z Kato Zakros, przez naprawdę rewelacyjną plaże w Xerokambos, trafiliśmy podobnie jak poprzednio na kemping Koutsunari. Wieczorem wybraliśmy się do Ierapetry, aby na kilkadziesiąt minut zagłębić się w dziesiątki malutkich uliczek i podglądać życie &#8222;tambylców&#8221; &#8211; słowem rewelacja.</p>
<p><a title="Xerokambos by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673250202/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3385/3673250202_9f5f1fcaf7.jpg" alt="Xerokambos" width="319" height="213" /></a></p>
<p><a title="Xerokambos by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672446161/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3565/3672446161_07b6a6be03.jpg" alt="Xerokambos" width="319" height="213" /></a></p>
<p><strong>Dzień 6</strong></p>
<p>Plan kolejnego dnia wiązał się z pokonaniem kilkuset kilometrów górskich dróżek i dotarciu do niedawnej mekki hipisów &#8211; Matali. Przejeżdżając przez górskie wioski położone na południu od Heraklionu, nie sposób nie zauważyć podziurawionych kulami znaków drogowych. Nietrudno też ulec wrażeniu, że jest się raczej gdzieś na Dzikim Zachodzie, aniżeli na południu Europy.</p>
<p>Po drodze zatrzymaliśmy się w średniej wielkości górskim miasteczku &#8211; w skrócie &#8211; wysiadanie z samochodu w miasteczku, w którym znaczna część jego mieszkańców siedzi przy drodze obserwując co się dzieje i będąc jedynym &#8222;bladym&#8221; w okolicy naprawdę oddaje namiastkę tego, co muszą czuć Europejczycy podróżujący do zdecydowanie bardziej egzotycznych krain. Plusem było to, iż po krótkiej degustacji, udało nam się kupić prawdziwy ser feta &#8222;od chłopa&#8221;.</p>
<p><a title="Crete / Kreta 2009 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673264978/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3625/3673264978_69f2abb03f.jpg" alt="Crete / Kreta 2009" width="320" height="479" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/JvzOofTWQOjnXsSS5Bjo2A?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTm1kni81I/AAAAAAAAE0Y/Ol0ZjjmyCAo/s400/DSC_7057.JPG" alt="" width="318" height="474" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/a6d3FLRT1rw_flH3Q6ezpQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlTm1Ui8fsI/AAAAAAAAE0U/svQwdM-2aUw/s400/DSC_7035.JPG" alt="" width="319" height="214" /></a></p>
<p>Po odwiedzeniu rzymskich ruin w Gortynie, dotarliśmy do Matali. W której okazało się, że kolejny zaznaczony na wszystkich dostępnych mapach kemping przestał istnieć. Minusem spotkanej sytuacji było to, że nie było recepcji, prądu, ciepłej wody i &#8230; czystości; Jedynym i zasadniczym plusem był fakt, że pobyt był całkowicie darmowy &#8211; postanowiliśmy zostać na dwie noce <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Przed snem siedzieliśmy na plaży, kilkadziesiąt metrów od starożytnych grobowców, popijając winem świeże oliwki&#8230; słowem &#8211; nic przyjemnego <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><a title="Matala by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672467395/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3328/3672467395_01a8501de6.jpg" alt="Matala" width="321" height="214" /></a></p>
<p><strong>Dzień 7</strong></p>
<p>Rankiem, przerażeni ilością ludzi, która zaczęła się gromadzić na matalskiej plaży i ciągle jeszcze niepewni, czy nie zgłosi się do nas ktoś po należność za nocleg postanowiliśmy na kilka godzin cichcem opuścić wioskę i udać się na wyprawę w poszukiwaniu pustej plaży. Po kilku kilometrach szutrowej, bardzo stromej drogi (nie ma to jak autko z wypożyczalni) znaleźliśmy dość długi odcinek naprawdę odludnej plaży. Było warto <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Wieczorem, po powrocie na znany już kemping, bardzo ucieszyła nas deklaracja innej poznanej francuskiej pary, że dalej nikt nie zgłosił się po zapłatę&#8230; Kolejna noc i kolejne litry wypitego wina.</p>
<p><a title="Matala by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673271638/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3311/3673271638_8e954fc64a.jpg" alt="Matala" width="321" height="214" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/p4ycsbWZWklDSwRYXPoPpg?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT272LfiVI/AAAAAAAAE0g/QEha5irQiuQ/s400/DSC_7120.JPG" alt="" width="321" height="215" /></a></p>
<p><strong>Dzień 8</strong></p>
<p>Rankiem ze smutkiem opuściliśmy nasz darmowy kemping i po odwiedzeniu górskiego Spili wylądowaliśmy w Plakias. Miasteczko jak wiele innych &#8211; nie zrobiło na nas jakiegoś wyjątkowego wrażenia, ale w ramach odpoczynku spędziliśmy kilka godzin na kempingowym basenie.</p>
<p><a title="Crete / Kreta 2009 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672470009/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3601/3672470009_585fbc10da.jpg" alt="Crete / Kreta 2009" width="319" height="213" /></a></p>
<p>Wieczorem kolejne wino na plaży. Dzień w większości spędzony na bezproduktywnym smażeniu&#8230; nuda <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><a title="Plakias by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672472693/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2550/3672472693_f2af91a863.jpg" alt="Plakias" width="319" height="210" /></a></p>
<p><strong>Dzień 9</strong></p>
<p>Jak co dzień rano pobudka i w drogę. Najpierw twierdza Frankocastello, potem krótki postój w Chora Sfakion i kilkadziesiąt kilometrów przez Góry Białe. Po raz kolejny zaskoczyła nas różnorodność  nazw mijanych miejscowości &#8211; zwykle każda tabliczka wyglądała inaczej niż nazwa umieszczona na naszej mapie&#8230; Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Chanii, pierwszego dużego kreteńskiego miasta, które dane było nam zwiedzić. Miasteczko naprawdę ładne i pełne interesujących miejsc. Jednak jazda samochodem przez zatłoczone ulice, na których prócz wspomnianych pick-upów farmerów występowały inne wypożyczone przez &#8222;bladych&#8221; autka klasy Economy oraz setki skuterów &#8211; wszystko to poruszające się bez wyraźnych śladów organizacji i przewidywalności &#8211; po raz kolejny nie ma to jak autko z wypożyczalni i pełne ubezpiecznie <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Zwiedziliśmy muzeum historyczne, pospecerowali po miasteczku, zjedli obiad w położonej na uboczu przyjemniej rodzinnej tawernie (zapiekanka z cukini &#8211; szokująca&#8230;)  i udaliśmy się na kolejny kamping &#8211; Chania.</p>
<p><a title="Frangokastello by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673285268/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3376/3673285268_ac30ed145f.jpg" alt="Frangokastello" width="320" height="479" /></a></p>
<p><a title="Chora Sfakion by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673288210/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3353/3673288210_a68f8b0836.jpg" alt="Chora Sfakion" width="319" height="213" /></a></p>
<p><a title="Crete / Kreta 2009 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673460978/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2549/3673460978_1f4d3fa891.jpg" alt="Crete / Kreta 2009" width="319" height="456" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/1hFK3t3iTsgzjJOMXEFo4Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT4GF7tKCI/AAAAAAAAE1E/RS6ebc_Xf58/s400/DSC_7382.JPG" alt="" width="320" height="477" /></a></p>
<p><a title="Chania by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672486559/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2455/3672486559_1369622212.jpg" alt="Chania" width="320" height="480" /></a></p>
<p><strong>Dzień 10</strong></p>
<p>Udaliśmy się na spotkanie z zachodnim wybrzeżem, na przyjemnej plaży w Phalassarnie wylegiwaliśmy się wraz z kilkoma setkami innych najemców małych kolorowych autek klasy Economy <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Ładnie, ale moim zdaniem trochę za ciasno i &#8230; brudno. Nieco zasmuceni chmurą zasłaniającymi słońce, postanowiliśmy po raz kolejny przebić się przez centrum wyspy udając się do położonej na południu Paleochory &#8211; zyskując tym samym dzień na plażowanie.</p>
<p>W docelowym miasteczku rozbiliśmy obozowisko i udaliśmy się &#8222;do centrum&#8221;. Siedzieliśmy, jak miejscowy zwyczaj nakazuje, kilka godzin na przybrzeżnym deptaku &#8211; obserwując przechodniów i popijając nawet niezłe greckie piwo. Po zachodzie wróciliśmy na kemping Grammeno.</p>
<p>Tego dnia mieliśmy małą arbuzową przygodę. Przejeżdżając przez jakąś wioskę dostrzegliśmy rolnika, który prosto ze swojego samochodu sprzedawał arbuzy. Prowadziłem, więc stając na poboczu poprosiłem Basię, żeby kupiła jakiegoś małego arbuza. Jakież było moje przerażenie, gdy przytargała do samochodu prawie 8 kilowego potwora, bezczelnie jeszcze twierdząc, że to był najmniejszy <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Daliśmy mu radę, ale z 8 godzinną przerwą na sen <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Miłym akcentem było spotkanie kolejnej Toyoty Corolli KE70 (jak widać, dziadkowa w znacznie lepszym stanie!).</p>
<p><a title="Paleochora by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673298680/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2450/3673298680_b27d7d8244.jpg" alt="Paleochora" width="321" height="208" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/VKoWvXhR_Vj2D2q2vAfz4A?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT4G40vWPI/AAAAAAAAE1M/RoU9iq02_SU/s400/DSC_7427.JPG" alt="" width="321" height="215" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/MQPJdpuxQKedw9j53pYU2Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT4GmryfTI/AAAAAAAAE1I/FumxNJdecp4/s400/DSC_7413.JPG" alt="" width="321" height="215" /></a></p>
<p><a title="Paleochora by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672498117/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3604/3672498117_be3247134c.jpg" alt="Paleochora" width="321" height="214" /></a></p>
<p><strong>Dzień 11</strong></p>
<p>Coraz bardziej świadomi nadchodzącego końca naszej greckiej przygody postanowiliśmy cały dzień spędzić na położonej całe 20m od naszego namiotu plaży. Udało nam się w końcu przeczytać trochę więcej z kilku książek, które targaliśmy przez te wszystkie kilometry, a które na wskutek innych aktywności nie miały do tej pory jakoś okazji nas zainteresować.</p>
<p>Wieczorem, lekko upojeni leżeliśmy na plaży podziwiając niebo, które w odróżnieniu od naszego zanieczyszczonego światłem jest naprawdę &#8222;bogate&#8221;. Dodatkowo miałem kilka pomysłów na zabawę aparatem, efekty poniżej&#8230;</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/usCSxsztEIEDwEj248qCqw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT--Fn4xEI/AAAAAAAAE1c/zswAD7YsnUw/s400/DSC_7441.JPG" alt="" /></a></p>
<p><a title="Wife's dark side by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672504377/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3564/3672504377_89c5d24e16.jpg" alt="Wife's dark side" width="321" height="214" /></a></p>
<p><a title="Wife's good side (fake!) by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672501401/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3390/3672501401_648c439da0.jpg" alt="Wife's good side (fake!)" width="321" height="214" /></a></p>
<p><strong>Dzień 12</strong></p>
<p>Po pobudce, wizycie na ładnej, ale zadeptanej plaży w Elafonissi i przejechaniu łącznie przeszło 200km udało nam się zaparkować pod słynną wenecką twierdzą w Rethymno, którą zwiedziliśmy. Trochę zniesmaczeni brudem, cenami, tłumami turystów i napastliwymi kelnerami, bez żalu opuściliśmy to kolejne duże miasto i udaliśmy się na kemping Elizabeth. Kilka kolejnych retsin i spanie. I przyjaźń z miejscowym kotem.</p>
<p><a title="Rethymno by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3672510751/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2564/3672510751_e432b11d2c.jpg" alt="Rethymno" width="320" height="210" /></a></p>
<p><strong>Dzień 13</strong></p>
<p>Ten przedostatni już dzień zostawiliśmy sobie na zwiedzenie Moni Arkadiou, dotarcie do Herkalionu i jego zwiedzenie, a także obejrzenie portu oraz naprawdę interesującego muzeum archeologicznego. Późnym popołudniem raczej przypadkiem trafiliśmy do rewelacyjnego Cretaquarium, gdzie zobaczyliśmy całe stada morskich stworzeń <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Wieczorem powrót na znany już kemping Crete.</p>
<p><a title="Moni Arkadiou by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673330972/"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2565/3673330972_c28f8ff8b6.jpg" alt="Moni Arkadiou" width="319" height="213" /></a></p>
<p><a title="Crete / Kreta 2009 by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673334134/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3661/3673334134_ce3bc9ee1e.jpg" alt="Crete / Kreta 2009" width="320" height="480" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/J6wnIS4GV3DS18SihGX5Ng?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT--gZzraI/AAAAAAAAE1k/F-q9ljjvYPU/s400/DSC_7645.JPG" alt="" width="320" height="479" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/N6ztOLszdXh1_dg4HM9jJw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh4.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT-_OUnSiI/AAAAAAAAE1o/N4Wfli7koag/s400/DSC_7667.JPG" alt="" width="321" height="166" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/WNlmssXfemf5BXjNtMa_4Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlT-_7ObGbI/AAAAAAAAE1s/qY3Bgl3_hf8/s400/DSC_7683.JPG" alt="" width="321" height="215" /></a></p>
<p><strong>Dzień 14</strong></p>
<p>Chyba żadna wycieczka na Kretę nie może się obyć bez zwiedzenia Knosos, dlatego też wczesnym rankiem, mając nadzieję na wyprzedzenie tłumów innych turystów, odwiedziliśmy ten najbardziej znany kreteński zabytek.  I wróciliśmy w okolice kempingu, aby nacieszyć się resztką naszych wakacji.</p>
<p><a title="Knossos by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673339148/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3566/3673339148_941e9688ba.jpg" alt="Knossos" width="319" height="479" /></a></p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/P6naDnWJ9BXEF8d0JQUr3Q?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SlUIW4DumCI/AAAAAAAAE2k/I_w0jyKt91Y/s400/DSC_7706.JPG" alt="" width="320" height="479" /></a></p>
<p><a title="Last sunset by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3673343110/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3356/3673343110_d24f144e20.jpg" alt="Last sunset" width="319" height="213" /></a></p>
<p><strong>Dzień 15<br />
</strong></p>
<p>Rankiem ostatniego dnia spakowaliśmy się, względnie posprzątali samochód i po kilkugodzinnym plażowaniu udaliśmy się na lotnisko.</p>
<p>Po trzech godzinach lotu, na chłodnym i deszczowym katowickim lotnisku zostaliśmy odebrani przez rodziców i dostarczeni do ich domu, skąd późnym niedzielnym popołudniem dotarliśmy do Krakowa.</p>
<p><strong>Przydatne informacje</strong></p>
<p>Po wylądowaniu nieco zszokowały nas naprawdę wysokie ceny &#8211; potęgowane dodatkowo przez słaby kurs złotego. Dlatego aby uniknąć podobnego zaskoczenia proponujemy liczyć się z faktem, że obiad w tawernie dla dwóch osób to wydatek około 20€. Kreteńczycy raczej nie jadają zup, dlatego do dania głównego warto zamówić sałatkę grecką z dwoma talerzami (podpatrzyliśmy Greków) i to od niej rozpocząć posiłek. Co do samodzielnego żywienia &#8211; staraliśmy się na przemian jadać w tawernach i samodzielnie przygotowywać jedzenie &#8211; mięso i sery są naprawdę dużo droższe niż w Polce, dlatego żeby uniknąć szoku proponujemy zakupy na targowiskach. Polecamy zakup warzyw, które często sprzedawane były po cenach niższych niż w Polsce.</p>
<p>Kilka zdań o wynajmowaniu samochodu. Były to nasze pierwsze wczasy, podczas których zdecydowaliśmy się na wynajem samochodu. Troszkę przestraszeni brakiem samochodów szukanej klasy w kilku znalezionych w sieci wypożyczalniach &#8211; zdecydowaliśmy się na wynajem w polsko-greckiej firmie. Ogólnie szukając trochę więcej w sieci i rezerwując nieco wcześniej, można było spokojnie zaoszczędzić jakieś 20€ (obiad); jeśli lądowanie w Iraklio jest planowane dosyć późno lepiej mieć już zarezerwowany samochód. Nie mieliśmy takiej potrzeby, jednak z tego co widzieliśmy na miejscu, w nocy byłoby naprawdę trudno wynająć jakiś pojazd. Co do samej jazdy po kreteńskich drogach to trzeba się niestety przygotować na  nieco szokujące drogowe zwyczaje &#8211; ogólnie miejscowi prowadzą samochody jak szaleni, przy każdej możliwej okazji nadużywając klaksonu &#8211; w miastach robi się naprawdę nerwowo, a szalejące z każdej strony skutery naprawdę nie ułatwiają misji dotarcia bezpiecznie z punktu A do punktu B. Radzimy uważać, ale też nie martwić się na zapas &#8211; po kilku dniach spędzonych w trasie udało nam się przyzwyczaić i poruszaliśmy się dosyć swobodnie. Pomijając tych drogowych szaleńców, jeździ i parkuje się naprawdę przyjemnie &#8211; większość znaków nie jest respektowana (z wyjątkiem STOP-ów), a podczas całej naszej wyprawy nie widzieliśmy ani jednego &#8222;radaru&#8221;, ani też zablokowanego koła&#8230;</p>
<p>Mapę samochodową Krety udało nam się bez problemu kupić w jednym z krakowskich Empik-ów. Co do przewodników wybraliśmy dwa i oboje stwierdziliśmy, że były to naprawdę dobre wybory. Kupiliśmy przewodnik &#8222;Kreta&#8221; wydawnictwa Pascal, który jak to z Pascal-em zwykle bywa naprawdę nas nie zawiódł &#8211; idealny przewodnik do tworzenia listy rzeczy do odwiedzenia &#8211; prosto, czytelnie i naprawdę przyjemnie napisane. Kolejny wybór padł na angielskojęzyczny przewodnik &#8222;Crete&#8221; wydawnictwa Lonely Planet. Wydawnictwo to zachwalane przez kilku znanych podróżników cieszy się naprawdę rewelacyjnymi komentarzami w sieci i wierzcie lub nie &#8211; z czystym sumieniem możemy napisać, że ten niebieski przewodnik jest absolutnym &#8222;musisz mieć&#8221; na greckiej wyspie. Dobrze opisane wszystkie możliwości noclegów/jedzenie/transportu/dostępu do internetu/rozrywki podzielone w/g kategorii cenowych &#8211; naprawdę przydatna sprawa w większych miastach. Zwięźle, ale ciekawie opisano też najważniejsze Kreteńskie miejsca godne uwagi, a także większość znaczących wiosek, przez które było nam przejeżdżać. Dzięki temu przewodnikowi kilka razy zjedliśmy obiad w tawernach nieco oddalonych od turystycznych szlaków, ale za to tanio i jak się nam wydaje, naprawdę &#8222;domowo&#8221;. Jako ostateczną zachętę do zapoznania się z tymi przewodnikami dodam, że w jednej z takich tawern  przewodniki tego wydawnictwa zauważyliśmy na dwóch innych stolikach <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Noclegi &#8211; w ramach akcji &#8222;cost saving&#8221;, a także jako iż lubimy kempingowe życie, nastawiliśmy się na spanie pod namiotem. Noclegi kosztowały nas śrenio 20€, a kempingi prezentowały się naprawdę różnie, przy czym nawet najlepszemu z nich daleko pod względem standardu było do znanych nam z Chorwacji. Południowa natura to południowa natura, nie muszę chyba dodawać z czym to się wiąże. Osoby, które namiotowania nie lubią ucieszy pewnie informacja, że z dala od turystycznych szlaków (i morza) można spokojnie wynająć pokój z aneksem kuchennym za 25€-35€; nasz najdroższy nocleg kosztował nas 45€, ale po otwarciu okna widzieliśmy morze, do plaży było&#8230; 10 metrów, a i w okolicy naprawdę nie było nic tańszego.</p>
<p>No i ostatnia, ale jakże ważna na wakacjach garstka pożytecznych informacji. Alkohol jak większość rzeczy nie był tani, z racji spożywanych ilości  ograniczaliśmy się raczej do lokalnych win (polecamy retsinę), lokalnego piwa (Mythos) oraz Metaxy (która była droższa niż w Polsce!). Wódki nie kupowaliśmy, ale ogólnie też była dosyć droga. Ogólnie, gdy siedzi się na plaży, obserwuje zachodzące słońce i moczy nogi w morzu, zwyczajne &#8222;niskopółkowe&#8221; wino typu &#8222;stołowe&#8221; gwarantuje tanią i przyjemną zabawę. Alkohol, jaki kupowaliśmy w tawernach też  ograniczał się do piwa i wina &#8211; piwo średnio około 2.5€ (najdrożej 2.5€ za 0.3l) za piwko i 4-5€ za karafkę wina (na 2 osoby).</p>
<p>Na koniec garść przydatnych/ciekawych liczb związanych z naszymi wakacjami:</p>
<ul>
<li>7kg miał zakupiony przez Basię &#8222;niewielki arbuz&#8221; (~4€)</li>
<li>1600km przejechaliśmy &#8222;naszym&#8221; autkiem (po drogach często gorszych niż nasze szutrowe)</li>
<li>1.1€ średnia cena chleba</li>
<li>1.15€ średnia cena litra PB98</li>
<li>20€ średnio płaciliśmy za kemping (2 osoby + namiot + samochód)</li>
<li>+1h różnica czasu w Grecji</li>
<li>2.5 h lecieliśmy z Katowic do Heraklionu</li>
<li> 4 Coca-Cole (2l) musieliśmy kupić, żeby zdobyć dwa komplety promocyjnych sztućców &#8211; niech żyje sprytne pakowanie <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </li>
<li>1€ kosztowała mała butelka (0.5l) lokalnego wina retsina</li>
<li>24€/d. prawie tyle kosztowało nas wynajęcie samochodu</li>
<li>2-2.5€ średnio płaciliśmy za kawę Frappe &#8211; bardzo popularną wśród mieszańców Krety</li>
<li>4-10€ /os. płaciliśmy za wstępy do muzeów, na stanowiska archeologiczne</li>
<li>20kg/os. bagażu mogliśmy ze sobą zabrać</li>
<li>~550zł/os. kosztował na bilet w jedną stronę WizzAir-em na trasie Katowice-Iraklio</li>
<li>4€ kosztowało nas 15 minutowe opalanie na jednych z plaż; człowiek kasujący za leżaki wyłonił się &#8222;spod ziemi&#8221;, nie dając nam najmniejszych szans na ewakuację <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </li>
<li>0€ kosztowały nas dwa noclegi na opuszczonym kempingu w Matali</li>
</ul>
<p>Podawanie całościowego podsumowania cenowego chyba nie ma sensu, dlatego jeśli ktoś jest zainteresowany podobnym wypadem i chciałby wiedzieć ile dokładnie na co wydaliśmy kasy oraz na jaki wydatek za całą wyprawę się przygotować &#8212; zapraszamy do kontaktu, postaramy się doradzić.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/WbEwDU_oCxF35a4wZx2zVw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SluXX4FMCCI/AAAAAAAAE4Q/i0zpVEKWDh0/s400/DSC_6653.JPG" alt="" width="319" height="475" /></a></p>
<p><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p>Co tu więcej pisać!? Wakacje udane jak mało które, wszystko odbyło się zgodnie z planem. Kreta jest naprawdę doskonałym miejscem docelowym na wyprawy typu &#8222;road-trip&#8221; &#8211; polecamy ją wszystkim, jednak jeszcze raz zalecamy unikanie większych miejscowości turystycznych oraz radzimy przygotować się na dosyć spore wydatki.</p>
<p>Na zakończenie, filmik z symulowanego lądowania w Iraklio &#8211; zdecydowanie nie jest to najlepsze podejście w historii, jednak cieszy to, że kilka tygodni temu przeżyliśmy to samo w rzeczywistości (no może tylko w mniej gwałtownym wydaniu) <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /><br />
<object width="500" height="405"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7OQgdXXiYU8&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999&#038;border=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/7OQgdXXiYU8&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999&#038;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2009/kreta/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najazd wikingów, przecena i ballada o kurzej niedoli&#8230;</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2009/najazd-wikingow-dzien-jak-co-dzien-i-ostateczna-przecena</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2009/najazd-wikingow-dzien-jak-co-dzien-i-ostateczna-przecena#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Jun 2009 16:00:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Barbara</dc:creator>
				<category><![CDATA[konie]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[sport]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=255</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio tak dużo się dzieje, że nie nadążam pozbierać myśli &#8211; a co tu dopiero mówić o pisaniu czegokolwiek. Ale od początku&#8230; 1. Odwiedziny Tonje. Long story short &#8212; wybrałam się z nią na koniki, ale jako że dla mnie zabrakło, spędziłam godzinę przedzierając się przez krzaczory i pokrzywy w spódniczce (oraz na wysokich obcasach). [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio tak dużo się dzieje, że nie nadążam pozbierać myśli &#8211; a co tu dopiero mówić o pisaniu czegokolwiek. Ale od początku&#8230;<span id="more-255"></span></p>
<p>1. Odwiedziny Tonje. Long story short &#8212; wybrałam się z nią na koniki, ale jako że dla mnie zabrakło, spędziłam godzinę przedzierając się przez krzaczory i pokrzywy w spódniczce (oraz na wysokich obcasach). To się nazywa poświęcenie dla dobra firmy <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Oczywiście, jak to zwykle z nami bywa, po dniu pełnym wrażeń wylądowaliśmy na rynku, racząc się piwkiem (przynajmniej niektórzy) i zawzięcie dyskutując o próbach założenia firmy na ziemi kubańskiej. Do 4 rano. Dzień jak co dzień.</p>
<p><img class="aligncenter size-medium wp-image-256" title="Buszująca w zbożu ;)" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/06/img_0344-225x300.jpg" alt="Buszująca w zbożu ;)" width="225" height="300" /></p>
<p>2. No i stało się. Z dziewczyny z przyszłością (mroczną co prawda, ale zawsze&#8230;) powoli zmieniam się w mężatkę po przejściach. W dodatku dwudziestopięcioletnich. Nie jest dobrze. Pocieszam się jednak myślą, że naszym rodzicom jest znacznie gorzej. Mieć takie stare dzieci&#8230;</p>
<p>3. Z rozpaczą i zniecierpliwieniem odliczamy upływające dni tego tygodnia. Z rozpaczą &#8211; bo strasznie wolno płyną. A zniecierpliwienie&#8230; Bo już w sobotę &#8211; początek urlopu. Ciepłe morze, gorące słońce, wino&#8230; mmm, nie możemy się doczekać. Tym trudniej przychodzi mobilizowanie się do czegokolwiek. W tym &#8212; do pracy. No i tyle trzeba pozałatwiać. Na przykład &#8211; zrobić pranie. O zgrozo, jakież to czasochłonne! I trudne! <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>4. Przejmuję się kurzym losem. Już nigdy więcej jajek &#8216;trójek&#8217;&#8230; Naczytałam się gazet &#8212; to mam. Ale z drugiej strony, czy produkt od zwierza, żyjacego w klatce 21&#215;26 cm bez dostępu do słońca i świeżego powietrza może być zdrowy? Pytanie, oczywiście, z kategorii retorycznych.</p>
<p>&#8230; to tylko kilka z egzystencjalnych problemów ostatnich tygodni. Poza tym &#8211; same nudy. Nic. Wszędzie nic. Nowego. Pewnie po powrocie będzie więcej materiału na istotne przemyślenia &#8212; może znajdzie się go trochę nawet na jakiś ciekawy wpis. Oby <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> !</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2009/najazd-wikingow-dzien-jak-co-dzien-i-ostateczna-przecena/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rękawka</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2009/rekawka</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2009/rekawka#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2009 09:22:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[imprezy]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=223</guid>
		<description><![CDATA[Mieszkanie z dala od swoich rodzinnych stron ma ten niewątpliwy plus, że nawet po kilku latach emigracyjnego życia możemy odkrywać coraz to ciekawsze obyczaje &#8222;tubylców&#8221; Jednym z takich obyczajów jest odbywająca się na Podgórzu Rękawka; nie będę się rozpisywał, w zamian zaproponuję odwiedzenie następujących stron: Wikipedia, Podgórze. Podsumowując: byliśmy, widzieliśmy, a w przyszłości postaramy się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mieszkanie z dala od swoich rodzinnych stron ma ten niewątpliwy plus, że nawet po kilku latach emigracyjnego życia możemy odkrywać coraz to ciekawsze obyczaje &#8222;tubylców&#8221; <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Jednym z takich obyczajów jest odbywająca się na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Podg%C3%B3rze_(dzielnica_Krakowa)">Podgórzu</a> Rękawka; nie będę się rozpisywał, w zamian zaproponuję odwiedzenie następujących stron: <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kawka">Wikipedia</a>, <a href="http://www.podgorze.pl/art.php?id=928">Podgórze</a>.</p>
<p>Podsumowując: byliśmy, widzieliśmy, a w przyszłości postaramy się dotrzeć na tą imprezę zdecydowanie wcześniej, bo po skończeniu pracy nie wiele niestety było już do oglądania <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: center;"><a title="My first &amp;quot;WTF photo&amp;quot; try ;-) by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3445743820/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3609/3445743820_be8601f1bc.jpg" alt="My first &amp;quot;WTF photo&amp;quot; try ;-)" width="500" height="334" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><span id="more-223"></span><a title="Wife with Zenit by Szymon Porwolik, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/simpo/3445738760/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3330/3445738760_749f94df96.jpg" alt="Wife with Zenit" width="500" height="334" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/E-JsvcJLYPCY4_P1ktznSw?feat=embedwebsite"><img src="http://lh6.ggpht.com/__ISP5O0QJdA/SeeDTMCennI/AAAAAAAAEpQ/6tUGrXiYNJw/s400/DSC_5398.JPG" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2009/rekawka/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mroźne klimaty &#8211; Oslo</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2009/mrozne-klimaty-oslo</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2009/mrozne-klimaty-oslo#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Mar 2009 06:31:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Barbara</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/?p=181</guid>
		<description><![CDATA[Ostatni miesiąc był, nie da się ukryć, pełen niespodziewanek. Zaraz po opuszczeniu pokładu samolotu z LA (jacie, ale by się chciało tam wrócić&#8230;!) zaniosło mnie w całkiem inne, zdecydowanie bardziej mroźne klimaty&#8230; Dzikiej Północy. Jednym słowem &#8211; do Oslo. Powyżej &#8211; Pałac Królewski w Oslo (zwany również przez miejscowych, nie wiedzieć czemu&#8230; kurnikiem). Widzicie śnieg? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatni miesiąc był, nie da się ukryć, pełen niespodziewanek. Zaraz po opuszczeniu pokładu samolotu z LA (jacie, ale by się chciało tam wrócić&#8230;!) zaniosło mnie w całkiem inne, zdecydowanie bardziej mroźne klimaty&#8230; Dzikiej Północy. Jednym słowem &#8211; do Oslo.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-185 alignleft" title="Pałac Królewski w Oslo" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/03/p3180018-300x225.jpg" alt="Pałac Królewski w Oslo" width="300" height="225" /></p>
<p><em>Powyżej &#8211; Pałac Królewski w Oslo (zwany również przez miejscowych, nie wiedzieć czemu&#8230; kurnikiem). Widzicie śnieg? <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /><br />
</em></p>
<p><span id="more-181"></span></p>
<p>Dwugodzinny lot z Krakowa minął szybko, aczkolwiek przyniósł całekiem nowe wrażenia: po pierwsze, dotąd nie zdarzyło mi się jeszcze biec do samolotu po odprawie (ach, to moje roztargnienie.. na drugi raz bedę pamiętać, żeby sprawdzić dokłądną datę odlotu na bilecie&#8230;), po drugie &#8211; norweski angielski, jakim posługiwała się załoga nijak miał się do mojego polskiego angielskiego, więc ni w ząb nie rozumiałam czego się ode mnie oczekuje; na koniec wreszcie &#8211; Bałtyk oglądany z niecodziennej, podniebnej perspektywy wygląda zupełnie inaczej (ośmieliłabym się powiedzieć &#8211; korzystniej).<img class="size-medium wp-image-186 alignright" title="Bałtyk... widok z drugiego końca" src="http://blog.porwolik.com/wp-content/uploads/2009/03/p3170003-300x225.jpg" alt="Bałtyk... widok z drugiego końca" width="300" height="225" /></p>
<p>Do wyprawy przygotowałam się całkiem solidnie, upychając w walizie wszystkie swetry, ciepłe majty i rajtuzy, jakie tylko udało mi się znaleźć w szafie. Jakież zatem było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ani tu zimno, ani śnieżyca, tylko kilkanaście stopni ciepła i&#8230; słoneczko. Czyżby zatem wszędzie na świecie pogoda była ładniejsza niż w Krakowie? Skandal! &#8211; pomyślałam. Wkrótce rozwiały się też moje inne wątpliwości &#8211; Wikingowie nie biegali w hełmach i skórach zwierzęcych po ulicach, nikt mnie nie zaczepiał w celach konsumpcyjnych, wszędzie cisza, spokój, czysto&#8230; i pełna kultura. Jedzą nie małe foczki ani wieloryby (przynajmniej nie na co dzień), lecz dużo orzechów, ryb i zdrowej żywności. Pyyycha! Tylko te ceny! Ale cóż, za wyższy standard życia warto zapłacić.</p>
<p>Ludzie w Norwegii &#8211; bardzo pozytywni. Troche zdystansowani, ale za to mili, pomocni i uczynni. Jak to Skandynawowie mają w zwyczaju, rzadko kto tutaj okazuje uczucia w bardziej żywiołowy sposób &#8211; co dla nas, ekstrawertyków z założenia, jest trudne do pojęcia. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy na odchodnym wszystkie dziewczyny z pracy wyściskały mnie i powiedziały, że będą tęsknić. To rzadkość &#8211; stąd moje zdziwienie. Bardziej jednak zdziwił się mój szef, który popatrzył na nie jak na wariatki, a następnie skomentował z bezgranicznym zdumieniem: Cóż, widzę że bardzo dobrze poszła ci ta wizyta&#8230; <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  No ba, ma się ten urok w końcu! <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Samo Oslo &#8211; piękne. Jak Kraków &#8211; tak samo stare, rozlazłe na 30 km wszerz, bezpieczne (ich dodatkowy atut &#8211; brak Nowej Huty w okolicy). I tylko w jednym Oslo wygrywa z Krakowem &#8211; chcąc nie chcąc musiałam przyznać, że dostęp do morza jest czymś, o czym wypadałoby w przyszłości pomyśleć. Może zbudujemy kanał aż do Zatoki Gdańskiej? Albo&#8230; może przenieśmy Kraków w jakiś bardziej sprzyjający klimat&#8230; może do Kalifornii? (ona nadal, mimo wszystko, wygrywa w przedbiegach).</p>
<p>Powrót do polskiego deszczu i chłodu był bardzo bolesny. Właściwie to psychicznie miałam czas się nieco przygotować (dowcipni Norwegowie nie omieszkali mi przypominać co chwila, że bogowie pogody lubią ich bardziej, niż nas.. wredni!), ale zawsze &#8211; szok termiczny był potężny!</p>
<p>Rozbawiła mnie natomiast sytuacja na lotnisku w Krakowie (i wcześniej, w samolocie): otóż powrót w piątek wiąże się (o czym nie wiedziałam) ze spędzeniem czasu w towarzystwie kilkudziesięciu Norweżek (w wieku między 50 a śmiercią), udających się do Polski w celach&#8230; wyraźnie rozrywkowych. Po dodaniu sobie kurażu już na lotnisku Rygge, panie kontynuowały spożywanie napojów podczas podróży. Efektem był poziom hałasu zdecydowanie przekraczający unijne normy. A że większość z nich idealnie wpisywała się w stereotyp kobiety &#8211; Wikinga (czyt. 2 m wzrostu, 500 kg żywej wagi), samolot pełen był rozkrzyczanych Brunhild nieco niestabilnych emocjonalnie.</p>
<p>Warto w tym miejscu dodać małe podsumowanie &#8211; z podróżami to chyba jest tak, że kiedy człowiek raz zacznie, szybko się uzależnia. Chciałoby się zobaczyć i dotknąć więcej, poznać nowych, ciekawych ludzi, dowiedzieć się, jak żyją&#8230; Mam nadzieję, że okazje do tego będą się często zdarzać. Prawdą jednak jest także i to, że w domu zawsze najlepiej &#8211; i nie mam tu na myśli mieszkania w ciasnym bloku z sąsiadami poupychanymi dookoła, ale najbliższe osoby. Fajnie jest zwiedzać świat, kiedy jest się z kim dzielić wrażeniami. Dlatego też w następny rejs zabieram męża, mamusię, teściową i psa!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2009/mrozne-klimaty-oslo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Das auto”</title>
		<link>http://blog.porwolik.com/2008/%e2%80%9edas-auto%e2%80%9d</link>
		<comments>http://blog.porwolik.com/2008/%e2%80%9edas-auto%e2%80%9d#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 10:00:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Szymon</dc:creator>
				<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.porwolik.com/2008/%e2%80%9edas-auto%e2%80%9d/</guid>
		<description><![CDATA[Wesele, wesele i po weselu&#8230; W poniedziałek dograliśmy jeszcze szereg spraw, które należało załatwić jak najszybciej i udaliśmy się na zasłużone i jakże wyczekiwane wakacje. W poniedziałek wieczorem udało nam się dotrzeć do rzekomo najstarszego węgierskiego miasteczka, leżącego niewiele ponad połowę drogi pomiędzy Wodzisławiem i Rijeką,  którego to nazwy z oczywistych powodów nie byliśmy w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wesele, wesele i po weselu&#8230; W poniedziałek dograliśmy jeszcze szereg spraw, które należało załatwić jak najszybciej i udaliśmy się na zasłużone i jakże wyczekiwane wakacje. W poniedziałek wieczorem udało nam się dotrzeć do rzekomo najstarszego węgierskiego miasteczka, leżącego niewiele ponad połowę drogi pomiędzy Wodzisławiem i Rijeką,  którego to nazwy z oczywistych powodów nie byliśmy w stanie zapamiętać, a tym bardziej wymówić. Na własny użytek nazwaliśmy je „Szambolany”, a każdy komu będzie zależało przy pomocy atlasu rozpozna prawdziwą nazwę opisywanego miasteczka <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Było po 22.00 kiedy stwierdziliśmy, że nie będziemy w stanie dalej prowadzić i musimy zatrzymać się w najbliższej miejscowośći. Spotkliśmy dobrego madziara, który doprowadził nas w okolice pola namiotowego, jednak to ,jak się okazało, był dopiero początek problemów z nocelegiem. Po 22 na wyżej wspomnainy polu namiotowym urzęduje jedynie stróż – prosty węgierski „pilnowacz”, który nie zna żadnego języka poza węgierskim i który nie był w stanie pokazać mi innego cennika niż ten&#8230; w jego ojczystym języku. Węgierski jaki jest &#8211; każdy wie, ja znam dosyć dobrze angielski, słabo niemiecki i nie mam większych problmów dogadania się z braćmi słowianami korzystając z mieszanki polsko/czesko/chorwackiej. Jednak wszystko to nie wystarczyło i skończyło się na tym, iż po krótkim przedstawieniu pantomimy, wziąłem kartkę i narysowałem namiot, ludziki, autko symbol euro i znak zapytania &#8230; uwierzcie, to naprawdę zabolało <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Suma sumarum po 5 minutach oraz setkach skomplikowanych obliczeń otrzymałem cenę, która była do zaakceptowania i skończyło się na tym, że postanowiliśmy zostać tam na noc.</p>
<p>Rano ruszyliśmy w dalszą drogę. Prowadziłem od rana z 4-5 godzin kiedy, już dosyć daleko w głąb Chorwacji, postanowiliśmy się zamienić z Basią, która miała doprowadzić nas do celu wtorkowej podróży – Rijeki. W odległości około 130 kilometrów od celu, kiedy teoretycznie czekały nas maksymalnie dwie godziny  jazdy po doskonałej chorwackiej autostradzie, mój błogi  sen przerwał krzyk Basi,  że mam się obudzić bo  „z autem jest coś nie tak” – 110*C na silniku i kontrolka informująca o przegrzaniu cieczy chłodzącej. Zjechaliśmy  na pobcze, zgodznie z przepisami wykorzystałem kamizelkę i trójkąt, po czym otworzyłem klapę silnika&#8230; – uwierzcie, widok,  jakiego nie chcecie oglądać będąc 900km od domu <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Oszczędzając wszystkich szczegółów tej historii dotyczących palpitacji autka, kontaktu z ubezpieczycielem, dolewaniem wody na środku autostrady  i prawie 7 godzinną przeprawą przez naprawdę wysokie góry autem, które co 100m musiało się zatrzymać i „odsapnąc”, oraz szukaniem pola namiotowego po zachodzie słońca  w naprawdę sporej Rijece przejdźmy do samego pobytu,  zaznaczając jednak fakt, iż pan mgr inż. dokonał drobnej naprawy przy pomocy taśmy izolacyjej, scyzoryka i kawałka przewodu z lampki made in China– viva la maestro McGyver.</p>
<p>Po jednym dniu przymusowego postoju w Rijece, wydaniu kilkustet euro na naprawę samochodu, która (jak się później okazało) niczego nie poprawiła, udaliśmy się na wyspę, a zarazem do miasteczka o tej samej nazwie &#8211; Krk, gdzie na jednym z kempingów spędziliśmy kilka naprawdę miłych, ciepłych i „upojnych” nocy <img src='http://blog.porwolik.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/simpo/2848150655/" title="Das Auto by Szymon Porwolik, on Flickr"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3148/2848150655_8bf169788f.jpg" width="500" height="335" alt="Das Auto" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.porwolik.com/2008/%e2%80%9edas-auto%e2%80%9d/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
